Małżeństwo mężczyzny i kobiety

Małżeństwo jest matką wszelkiego rodzaju ludzkich instytucji, jako że prowadzi wprost do założenia rodziny i utrzymania rodziny, która jest strukturalną podstawą społeczeństwa. Partnerstwo mężczyzny i kobiety - Małżeństwo a życie rodzinne Biologicznie jednak może powstać ono tylko ze związku kobiety i mężczyzny. Społeczeństwo potrzebuje dzieci. Dzieci potrzebują mamy i taty. Społeczeństwo reguluje więc (uznaje za małżeństwo) seksualny związek, z którego mogą urodzić się dzieci po to, aby zapewnić im najbardziej możliwe spełnienie potrzeb. Co z parami ... MSZ reaguje: Małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny msz.gov.pl 'Polskie prawo w rwnym stopniu chroni wszystkich ludzi: nikt nie moe by dyskryminowany w yciu politycznym, spoecznym ani gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny' - napisa w mediach spoecznociowych wiceminister spraw zagranicznych Pawe Jabonski. Posted in Atak na Małżeństwo, Małżeństwo, Małżeństwo mężczyzny i kobiety, problemy w znalezieniu właściwej osoby, Protestantyzm w Duchu Świętym i mocy Jego, wrogowie małżeństwa. Otagowane 2018 , Kościół Zielonoświątkowy , Małżeństwo , Modlitwa , problemy w znalezieniu właściwej osoby , randki , Ruch Charyzmatyczny ... ' Jednocześnie przypominamy, że zgodnie z Konstytucją RP małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Stwierdzenie tego faktu (także w uchwałach władz samorządowych) nie jest ... Jednocześnie przypominamy, że zgodnie z Konstytucją RP małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Stwierdzenie tego faktu (także w uchwałach władz samorządowych) nie jest dyskryminacją – jest wyrazem szacunku dla obowiązującego prawa i dla wartości, które wyznają Polacy. — Paweł Jabłoński (@paweljabIonski) September 27 ... Podziel się na: Facebook Twitter Email Kopiuj link Małżeństwo to związek kobiety i mężczyznyUznania w prawie unijnym, że małżeństwo to wyłącznie związek kobiety i mężczyzny domagają się twórcy Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej 'Mama, Tata i Dzieci'. Jej celem jest zebranie miliona podpisów pod wnioskiem o przyjęcie rozporządzenia, które będzie precyzowało definicje ... Biskupi przypominają jednak, że małżeństwo to 'trwały związek kobiety i mężczyzny' i podkreślają ich 'dopełniające się role: macierzyństwo i ojcostwo', które 'nie są stereotypami kulturowymi, ale fundamentem życia człowieka i społeczeństwa, zgodnie z wolą samego Stwórcy'.

Przegląd Partii - Liga Polskich Rodzin

2020.09.14 09:26 BalQn Przegląd Partii - Liga Polskich Rodzin

W trakcie przygotowywania tego przeglądu jego obszerność powiększyła się ponad przewidywania, a zarazem nie chciałem ciąć materiału w moim przekonaniu potrzebnego do zrozumienia całościowego obrazu LPR – zdecydowałem się zatem na pewien podział: główny post dotyczy kwestii programowych i ideowych Ligi z różnych lat, natomiast w komentarzach pod postem znajdzie się wykonany przeze mnie opis działań politycznych LPR w ujęciu chronologicznym.
PROGRAM PARTII. Na sam początek przytoczę ciekawsze punkty z dostępnych na stronie internetowej LPR – której prezesem od października 2009 r. jest Witold Błażak – założeń programowych ruchu. Wydaje mi się, że dla czytelników Przeglądu Partii program partii to zazwyczaj najważniejszy element opisu. Owe ,,Założenia Programowe’’ zostały uchwalone 21 października 2017 r.:
,,1. Jako Naród powstały na fundamencie chrześcijaństwa opowiadamy się za zorganizowaniem życia zbiorowego naszego Państwa w zgodzie z etyką katolicką, gdzie prawo stanowione odzwierciedla moralne wzorce z nią zgodne, stąd musi być chronione najbardziej podstawowe prawo człowieka, jakim jest obrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zaś małżeństwo – rozumiane, jako związek mężczyzny i kobiety – i rodzina, jako podstawowa komórka społeczna, znajdują się pod ochroną i opieką Państwa. Uznając autonomię władzy świeckiej i duchowej jesteśmy przeciw klerykalizacji państwa – co dotyczy także stanowienia prawa, którego nie determinuje religia – a z drugiej strony odrzucamy próby podporządkowania sobie religii przez Państwo. Prawem i obowiązkiem Kościoła jest recenzowanie władz świeckich z punktu widzenia etycznych zasad stanowionego i przestrzeganego prawa.
  1. Wychowanie dzieci jest obowiązkiem i prawem rodziców, natomiast Państwo, poprzez szkoły i inne instytucje, pomaga rodzicom, zaś w kwestiach spornych, choćby nauczania prywatnego czy indywidualnego, ostateczna decyzja należy do rodziców. Zapewnienie bezpieczeństwa obywateli jest podstawowym obowiązkiem Państwa. W sposób szczególny dotyczy to dzieci i młodzieży, stąd z wielką bezwzględnością i stanowczością muszą być tępione wszelkie próby demoralizacji i antychrześcijańskiej indoktrynacji (typu genderyzm, feminizm, socjalizm).
  2. Fundamentalną i główną rolą Państwa jest zabieganie o kompleksowe bezpieczeństwo polskich rodzin ze szczególnym uwzględnieniem demograficznej przyszłości Narodu, co musi prowadzić do wdrażania i upowszechniania systemów polityki prorodzinnej w dziedzinie własności, spadków, podatków, finansów, polityki społecznej, budownictwa, bankowości, kredytów, służby zdrowia itd. Najlepsza inwestycja w przyszłość, to promocja normalności, jaką jest zdrowa rodzina, czyli priorytetem Państwa musi być wspieranie postaw moralnych kosztem patologicznych. Koniecznie trzeba docenić ogromną rolę kobiet (żon, matek, babć) w rodzinie i społeczeństwie, stąd warto spowodować, aby ich praca zarobkowa była dobrowolnym wyborem, a nie ekonomicznym przymusem.
  3. Własność, to podstawa nie tylko niezależności i samodzielności gospodarczej, ale także zdrowia społecznego i obywatelskiej odpowiedzialności. Bardzo ważną rzeczą jest wzmacnianie, propagowanie i wspieranie, poprzez politykę podatkową, finansową i gospodarczą, postaw aktywności gospodarczej, praktyki samozatrudnienia się we własnej firmie, czy budowania się i zamieszkania na własnej działce, we własnym domu. Uwłaszczenie Polaków, to droga do niezależności, samodzielności i wzrostu odpowiedzialności za własną rodzinę oraz za wspólne dobro, jakim jest Państwo. Poprzez obserwację i naśladownictwo tych zdolniejszych, pracowitszych, bogatszych wzrasta motywacja pozostałych, następuje mobilizacja generująca proces dołączania do nich, czyli równania wzwyż, czym zapewniany jest postęp ogółu. Generalną rolą państwa jest tworzenie zewnętrznych i wewnętrznych ram dla realizacji wolności obywatelskiej. Chcemy państwa europejskiego w zakresie wyłącznie pomocniczej, a nie totalnej roli państwa.
  4. Gospodarka wolnorynkowa powinna być celem, ponieważ im mniej ingerencji Państwa, tym mniej ono kosztuje, a więc potrzeba mniej podatków. Generalnie Państwo powinno dążyć do zmniejszania swej roli w gospodarce, czyli do maksymalnej prywatyzacji, co nie wyklucza konieczności zachowania pod kontrolą strategicznych dziedzin takich jak: energetyka, przemysł zbrojeniowy, kolej, drogi itp. Maksymalne uproszczenie i obniżenie obciążeń podatkowych dla przedsiębiorców i obywateli – aby umożliwić maksymalne zatrudnienie eliminujące bezrobocie, ograniczenie kosztów funkcjonowania Państwa, by osiągnąć zrównoważenie jego budżetu – to droga i cel, zarówno do ograniczenia szarej strefy, jak i do wzrostu dochodów Polaków oraz Państwa. Kluczową rolę w rozwoju i umacnianiu pozycji naszej gospodarki powinna odgrywać polska myśl techniczna, promująca i zachęcająca do innowacyjności i nowatorskich rozwiązań oraz patentów inspirowanych i motywowanych badaniami naukowymi, jak również tworzeniem dobrego klimatu dla polskiej zaradności i pomysłowości, co powinno skutkować tworzeniem „polskich marek”. Takie wolnościowe i prorozwojowe podejście do gospodarki pozwoli na ekspansję polskich produktów na rynki światowe, wzrost eksportu i polskich wpływów w dziedzinie handlu międzynarodowego. Stąd istnieje konieczność zwiększenia nakładów na naukę i wynalazczość, aby poprawić niechlubną pozycję Polski w Europie, jeżeli chodzi o procentowy udział w PKB na powyższy cel.
  5. Priorytetowym i wyłącznym zadaniem Państwa jest prowadzenie odpowiedzialnej polityki zagranicznej, co w sytuacji geopolitycznego usytuowania Polski ma szczególnie ważne znaczenie. Położenie między Niemcami a Rosją, na skraju euroatlantyckiego sojuszu militarnego (NATO) – ze szczególną i niezbędną rolą USA – i zachodnioeuropejskich struktur gospodarczych (UE) – jako aktywny ich członek – w sposób szczególny obliguje do trwałości i skuteczności dyplomatycznych działań wzmacniających oraz ugruntowujących naszą pozycję, jako ważnego czynnika w polityce europejskiej, a przez to również światowej. Dążyć musimy do trafnych i sprawiedliwych rozwiązań w sytuacjach kryzysowych. Musimy być odporni na sugestie i działania szkodzące naszym interesom. Ponieważ dziedzina polityki zagranicznej jest szczególnie mocno osadzona w realiach współczesności, stąd tak groźne i niebezpieczne – szczególnie w polskim położeniu – jest opieranie jej na oderwanych od rzeczywistości wyobrażeniach, ahistorycznych formułach, czy pobożnych życzeniach.
  6. Bezwzględną i konieczną prerogatywą Państwa musi pozostać zdolność tworzenia pieniądza, co jest jedną z najważniejszych cech państwa suwerennego, stąd zdecydowanie opowiadamy się przeciw wejściu Polski do strefy euro, co byłoby jednoznaczne z likwidacją złotówki i oddaniem nie tylko dużej części suwerenności obcym, ale także naszych rezerw dewizowych „pod opiekę” Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie. Generalnie opowiadamy się za jak najniższą państwową stopą kredytową, tak, aby wspierać rozwój nowych polskich przedsiębiorców, na dogodnych warunkach pożyczać małym podmiotom, co powinno budować i stabilizować polską gospodarkę.
  7. Koniecznym warunkiem zasady sprawiedliwości w Państwie musi być niezależność władzy sądowniczej od wykonawczej, czyli przestrzeganie trójpodziału władzy, oraz równość wszystkich obywateli wobec prawa. Ważną sprawą jest zmiana optyki patrzenia w relacji: ofiara – przestępca. Zadaniem Państwa i zasady sprawiedliwości jest w takim wypadku rozpatrywanie spraw z perspektywy ofiary, a nie przestępcy. Trzeba koniecznie uwzględnić sprawdzony fakt, że skuteczne ściganie oraz nieuchronność kar za nawet małe przestępstwa, czy chuligańskie wybryki, hamuje wzrost tych poważniejszych. Ogólną zasadą i przesłaniem, wynikającym z działań organów bezpieczeństwa i sprawiedliwości Państwa musi być lęk ewentualnych przestępców przed konsekwencjami, a nie lęk społeczny przed przestępcami, co można zagwarantować przez nieuchronność i proporcjonalność kar w stosunku do przestępstw oraz warunki ich odbywania.
  8. Kluczową rolę w naszych priorytetach politycznych odgrywa wielka odpowiedzialność za polskie rolnictwo, co wiąże się z zasadniczą potrzebą Narodu, jaką jest maksymalna samowystarczalność żywnościowa. Znakomita jakość i uznana w świecie marka polskich produktów spożywczych daje ogromne możliwości do szerokiej wymiany handlowej w tej dziedzinie. Doskonale wiemy, jak ważną rolę odgrywają w dziedzinie rolnictwa warunki, na które rolnik zupełnie nie ma wpływu, a o których decyduje Państwo, takie jak: podatki, wolny rynek, również dla handlu ziemią, cła, kursy walut, itd., co musi być uwzględniane i brane pod uwagę w całokształcie polityki Państwa w kontekście specyfiki rolnictwa.
  9. Polityka społeczna i jej organiczny związek z polityką gospodarczą, to konieczny warunek programu narodowego. Im bardziej przejrzyste są zasady gospodarowania, proste procedury i niższe podatki, tym więcej ludzi gospodarujących na swoim, otwierających firmy, samodzielnych, posiadających nieruchomość, dorabiających się własną pracą, tym sprawniej funkcjonuje całe Państwo. Im więcej będzie promocji oraz wspierania normalności i zdrowych rodzin, tym mniej będzie potrzebnych domów dziecka, domów poprawczych, więzień i domów starców. Mniej będzie narkomanii, alkoholizmu, bezdomności, przestępstw. Inwestycja w zdrową rodzinę, to najlepsza recepta na przyszłość narodu. W dziedzinie pomocy społecznej opowiadamy się za stosowaniem zasady pomocniczości (subsydiarności), czyli pomocy umiejscowionej jak najniżej (gmina, parafia), więc jak najbliżej znanej i widocznej potrzeby, stąd najskuteczniejszej, która pozwala trafnie docierać do rzeczywiście potrzebujących’’.
IDEE PARTII. Przytoczę teraz kilka konkretnych pojęć, którymi LPR posługiwała się począwszy od utworzenia w 2001 r. i przy których chyba nadal trwa. Ustalenie już na samym początku, co konkretnie dla tej partii oznaczał na przykład ,,naród polski’’, jest kluczowe dla późniejszego wywodu – wszelkie kwestie gospodarcze i społeczne Liga będzie poruszała z odniesieniem się do tego, jakie znaczenie mają one dla narodu (czy gospodarka sprzyja prawdziwym Polakom? jaką rolę powinna pełnić kobieta w narodzie polskim? czy mniejszości narodowe, etniczne, religijne i seksualne są wrogami polskiej racji stanu?), bo też jej elektorat zazwyczaj nie interesował się zbytnio konkretnymi rozwiązaniami dla polskiej gospodarki, ufając zamiast tego niemalże populistycznym sloganom.
Dwoma kluczowymi dla LPR pojęcia są ,,naród’’ (rozumiany jako organiczna wspólnota Polaków o etniczno–kulturowym charakterze – uwzględnia przy tym również Polaków żyjących poza granicami państwa, którzy w podzięce za ich uwzględnienie powinni promować interesy Polski w aktualnych krajach zamieszkania) i ,,państwo’’ (rozumiane jako polityczna reprezentacja narodu). Na ,,naród’’ składają się trzy podstawowe elementy: ,,ludzie, ich tożsamość narodowa i zajmowane przez nich terytorium’’. ,
,,Rodzina’’ – złożona z kobiety i mężczyzny spełniających role zgodne z psychiczno-fizycznymi cechami swoich płci – to według LPR podstawowa komórka społeczna narodu i integralna część, która umożliwia jego egzystencję i rozwój poprzez prokreację utrzymującą ciągłość biologiczną, wychowywanie Polaków zgodnie z dobrymi wzorami, przekazanie im przed dorosłością niezbędnej wiedzy i umiejętności oraz kreowanie popytu i uczenie oszczędności.
Kobieta odgrywa wyjątkową rolę w światopoglądzie LPR – ze względu na inną od mężczyzny konstrukcję psychiczno-emocjonalną uznaje się ją za istotę o lepiej rozwiniętych zmysłach oraz bardziej wrażliwą, troskliwą i opiekuńczą, lecz ze względu na te cechy niezdolną do oddzielenia rozumu od emocji. Ze względu na wspomniane powyżej cechy przeznaczona jest jej rola wiernej żony i matki troszczącej się o innych członków rodziny – Liga popierała przede wszystkim te kobiety, które dla domowych obowiązków zrezygnowały z zawodowych aspiracji (miało to mieć ,,pozytywne’’ skutki: zwolnienie miejsc pracy dla bezrobotnych mężczyzn, ograniczenie wydatków publicznych na żłobki i przedszkola), z czym wiązało się kilka jej propozycji.
Najważniejszym był pomysł zasiłku wychowawczego wypłacanego z budżetu państwa, początkowo dla wszystkich kobiet, później tylko dla wychowujących czwórkę lub więcej dzieci mających poniżej 16 lat (zasiłek miał pierwotnie wynosić 10% średniej krajowej dla matki z jednym dzieckiem, 25% dla matki z dwójką dzieci, 50% – z trójką, 100% – z czwórką i więcej; średnia krajowa wynosiła w momencie zgłoszenia projektu w 2005 r. 2400 zł brutto). Postulowano także odprowadzanie przez państwo do ZUS składek emerytalnych i wprowadzenie dodatków emerytalnych dla niepracujących kobiet. Dla pracujących matek proponowano wydłużenie urlopu macierzyńskiego o 10 tygodni w stosunku do obowiązujących wówczas przepisów oraz prawne zagwarantowanie ochrony dla kobiet powracających do pracy po urlopie macierzyńskim i wychowawczym z możliwością przekazania ojcu dziecka części urlopu macierzyńskiego w przypadku konieczności nagłego powrotu matki do pracy.
,,Państwo’’ powinno mieć w przekonaniu tej partii charakter narodowy zamiast obywatelskiego – według LPR oznacza to, że podczas korzystania z praw politycznych należy kierować się przede wszystkim interesem dominującego narodu, wobec którego państwo zachowuje służebną postawę. ,,Suwerenność’’ państwa to natomiast ,,możliwość samodzielnego stanowienia prawa i decydowania o własnej polityce przez państwo polskie, bez obowiązku uwzględniania interesów i wpływów innych podmiotów politycznych’’. Dokumenty programowe Ligi z początku lat dwutysięcznych precyzowały, że ,,podstawowym celem każdego polskiego programu jest obrona suwerenności Polski jako państwa niepodległego’’.
Polska to według LPR ,,kraj bardzo jednolity ludnościowo’’ i pozbawiony zatem ,,większych konfliktów etnicznych i wyznaniowych’’ – Liga nie uznaje mniejszości etnicznych, stawiając zamiast tego w ich miejsce mniejszości religijne (dlatego też wyznanie stanowi dla LPR jedną z kluczowych kwestii – działacz LPR, Maciej Giertych, napisał nawet pewnego razu, że katolicyzm stanowi istotę polskości, a w 2008 r. LPR sprzeciwiała się uznaniu przez Polskę Kosowa, tłumacząc, że to atak na chrześcijaństwo i tworzenie miejsca dla cywilizacji islamu [dla przykładu artykuł ,,Jeśli albańskie Kosovo, to Wileńszczyzna dla Polaków’’ na stronie internetowej LPR]). ,,Europa’’ to natomiast ,,kontynent Państw, które są własnością swoich Narodów’’, zaś wymarzoną formą integracji europejskiej jest ,,Europa Ojczyzn/Suwerennych Państw Narodowych’’ (zamiast federalizacji współpraca polityczna, gospodarcza i kulturowa niepodległych państw narodowych, szanujących wzajemnie swoje prawa, tożsamość i różnorodność).
Według LPR głównymi przeciwnikami Polski na arenie międzynarodowej są w większym stopniu Niemcy (których rosnące ambicje mają stanowią zagrożenie dla pozostałych krajów Unii Europejskiej, a których wysiedleńcy z czasów wojny grożą Polsce żądaniami zwrotu mienia) i w nieco mniejszym Rosja (europoseł LPR Wojciech Wierzejski mówił, że ,,obcy, wróg jest niczym innym jak wrogiem – Niemiec, Moskal’’, a Maciej Giertych pisał: ,,Bazując na doświadczeniach z historii, w największym skrócie można powiedzieć, że Rosja zawsze starała się podporządkować sobie Polskę, a Niemcy starały się nas wykorzenić [ausrotten] albo przez germanizację, albo przez eksterminację. Ta bolesna prawda utrudnia normowanie sąsiedzkich stosunków. Przy każdej okazji we wzajemnych relacjach powraca niepokój, że te odwieczne sentymenty dojdą do głosu w przyszłości’’).
Inne zagrożenie dla polskości stanowią imigranci, lecz nie wszyscy – w celu wyjaśnienia tej zawiłej kwestii niezbędne jest spojrzenie LPR na kwestię cywilizacji. Wydaje mi się, że ta myśl z artykułu ,,Cywilizacja łacińska’’ Macieja Giertycha w numerze ,,Opoki w kraju’’ z lutego 2017 r. dobrze wyjaśnia, co ludzie powiązania z tym ruchem rozumieją pod tym pojęciem: ,,Multi–kulti to ewidentnie nieudany projekt. Teza, iż różne cywilizacje mogą żyć w zgodzie, przenikać się i wzajemnie się wzbogacać nie sprawdziła się. Zgodnie z nauką [Feliksa] Konecznego dziś na świecie jest 9 cywilizacji (w kolejności starożytności): chińska, bramińska, żydowska, tybetańska, numidyjska (Berberzy), turańska (Rosja, Turcja), bizantyńska (Prusy, Serbia), łacińska (zachodnio–europejska) i arabska. Nie ma możliwości by się one zjednoczyły’’. Giertych w taki oto sposób opisał cywilizację łacińską, do której wedle LPR należy Polska (jest to przy okazji całkiem dobry ogólny wykład poglądów środowiska powiązanego z LPR przynajmniej do roku 2017):
,,Przede wszystkim postuluję jawną współpracę państw i narodów cywilizacji łacińskiej. Trzeba wejść w porozumienia na bazie zasad cywilizacji łacińskiej. Nie chodzi tu o stworzenie jednego wspólnego państwa. Wręcz przeciwnie, chodzi o podtrzymanie zasady, że państwa są narodowe i mają swoją odrębną tożsamość, nie kwestionowaną przez sąsiadów. Pierwszą i podstawową zasadą łączącą te państwa i narody winna być treuga Dei, zasada, że nie prowadzi się wojen między tymi państwami, a spory załatwia się przez negocjacje. […] Cywilizacja łacińska szanuje świadomość narodową. […]
Następną zasadą, która musi łączyć państwa i narody cywilizacji łacińskiej jest uznawanie jednej i tej samej etyki w życiu prywatnym, zbiorowym, państwowym i międzynarodowym. Etyka musi być jedna i musi obowiązywać we wszystkim, co się robi. […] My musimy mieć jedną etykę do wszystkich spraw. Mało tego. Musimy postulować etykę totalną, która ma obowiązywać we wszystkich działaniach, we wszystkich dziedzinach.
O jaką etykę chodzi? Oczywiście o etykę opartą na prawie naturalnym. Najbardziej wyraża ją Kościół katolicki. Wiele krajów protestanckich nie zdaje sobie z tego sprawy, że w zasadzie hołdują etyce opartej na prawie naturalnym. Dziś nieraz obserwujemy, że do prawa wpisywane są treści niezgodne z prawem naturalnym. Dotyczy to też krajów katolickich. Ale proszę zwrócić uwagę, że prawa gejów, eutanazję, czy aborcję uzasadnia się tolerancją, sprawiedliwością, równością, wolnością itd., a więc kryteriami etycznymi, a nie interesem państwa, wolą władcy, czy odmiennością etyki wobec obcych. Myślenie prawodawców jest łacińskie, ale świadomość etyczna ułomna. Z prawa stanowionego żadna etyka się nie wyłoni. Z błędnego prawa może się tylko wyłonić stan amoralny, czy wręcz acywilizacyjny. […]
Oczywiście w cywilizacji łacińskiej dążymy do tego, by prawo, zakazy i nakazy, uwzględniały prawo naturalne, by były zgodne z etyką. Stale zmieniamy prawo, by jak najlepiej uzgodnić je z etyką. Nie wolno nam czynić zła, nawet jeżeli prawo pisane na to pozwala. Jeżeli prawo jest defektowe, to obowiązuje etyka przed prawem. […]
Istotą państwa cywilizacji łacińskiej jest posiadanie dualizmu prawnego, prawa państwowego i prawa prywatnego. Prawo prywatne polega na tym, że różne instytucje powstają dobrowolnie i piszą swoje prawa, a państwu nic do tego. Dotyczy to partii politycznych, stowarzyszeń zawodowych, uniwersytetów, prywatnych szkół, zrzeszeń etnicznych czy stanowych, różnych organizacji, których mnogość jest jedną z cech cywilizacji łacińskiej. To właśnie rozumie się pod pojęciem wolności i nic innego. Prawo państwowe reguluje sprawy ogólne, dotyczące wszystkich obywateli. Prawo jednostki, rodziny, czy danej grupy kończy się tam, gdzie zaczyna prawo innej. To, jakie struktury ma szkolny związek filatelistyczny, czy sportowy, względnie Centrala Związków Zawodowych, bądź Sorbona, nie powinno państwa obchodzić. Podobnie państwo nie powinno się wtrącać w to, jak funkcjonują zrzeszenia religijne, kościoły, zakony, parafie i diecezje. […] W państwach cywilizacji łacińskiej obowiązuje wolność religijna. Każdy jednak, również imigrant innowierca, musi szanować obowiązujące prawo państwowe np. zabraniające zabijania kogokolwiek, niewolnictwa, stosunków płciowych z nieletnimi, czy kobiecego obrzezania. […]
W cywilizacji łacińskiej uznajemy dwie władze, świecką i duchową. Kościoły nie powinny dążyć do klerykalizacji państwa. To by prowadziło do gromadności, a tymczasem cywilizacja łacińska opiera się na personalizmie, bez sakralizacji cywilizacji […] Tymczasem w cywilizacji łacińskiej chodzi o to, by ani państwo nie ingerowało w pracę Kościołów, ani Kościoły w pracę państwa. […] To oczywiście nie zwalnia Kościołów z obowiązku precyzowania co jest, a co nie jest etyczne. Władza ustawodawcza potrzebuje takich wskazówek do swej codziennej pracy. Dążymy do poprawiania wszystkiego i chcemy to robić zgodnie z etyką. W tym i tylko w tym leży supremacja władzy duchowej nad świecką.
Przy okazji warto podkreślić, że konkubinat, czy kohabitacja to sprawa prywatna, natomiast małżeństwo, to sprawa publiczna, a więc państwowa. Państwo musi chronić instytucję małżeństwa, a do cudzołóstwa się nie wtrącać. Dożywotnia monogamia to fundament cywilizacji łacińskiej. Na żadną stałą, czy seryjną poligamię, zgody być nie może.
[…] W cywilizacji łacińskiej jest dualizm prawny, równolegle funkcjonuje prawo państwowe i prawo prywatne. To promuje życie organiczne społeczeństwa, podczas gdy dyktat państwa daje mechanizację i ubezwłasnowolnia społeczeństwo.
By społeczeństwo dobrze funkcjonowało, sądownictwo musi być niezależne od władzy wykonawczej. Nie może podlegać woli rządzących. Tylko cywilizacja łacińska to zapewnia. Wszelkie próby ingerencji władz w sądownictwo, czy prokuraturę to przejawy wpływów cywilizacji obcych.
[…] W naszej cywilizacji obowiązuje zasada pomocniczości. Jak najwięcej spraw ma być załatwianych na jak najniższym szczeblu. Co może zrobić gmina, niech się nie wtrąca powiat, co może zrobić powiat, niech się nie wtrąca województwo, co może zrobić województwo czy miasto, niech się nie wtrąca rząd. To samo dotyczy związków państw takich jak Unia Europejska. Niech się Bruksela nie wtrąca w sprawy, które ze spokojem mogą załatwić same państwa członkowskie. Oficjalnie obowiązuje zasada subsydiarności, ale mamy też sporo niepotrzebnego wtrącania się centrali UE do tego, co dzieje się wewnątrz państw członkowskich. […]
Oczywiście, taka postawa generuje nierówność. Nie boimy się nierówności. Wręcz przeciwnie, widzimy w niej mechanizm postępu. Obserwując tych lepszych, bogatszych, mądrzejszych staramy się ich naśladować, a nawet wyprzedzić i tą drogą zapewniany jest postęp. Dotyczy to zarówno postawy indywidualnej, jak i różnych zbiorowości, do szczebla państwowego włącznie. Równaj wzwyż! To winno być głównym hasłem cywilizacji łacińskiej.
Oznacza to stawianie na personalizm, na promocję indywidualnego rozwoju każdego i wszystkiego. Inne cywilizacje hołdują komunalizmowi.
Główną rolą państwa jest zapewnienie bezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego. Państwo powinno troszczyć się o to, by było jak najwięcej podmiotów ekonomicznie niezależnych oraz by silniejsze nie połykały słabszych.
W cywilizacji łacińskiej państwo i każda władza ma służyć społeczeństwu, ma mieć postawę służebną. W innych cywilizacjach, społeczeństwo jest na usługach państwa.
W państwie cywilizacji łacińskiej wszystkie funkcje państwowe i sądownicze winne być w rękach ludzi akceptujących cywilizację łacińską, a więc w niej wychowanych, bądź ją adoptujących. [...]’’.
Z tego też powodu robotnicy sezonowi z Białorusi i Ukrainy nie są uznawani za wrogów ,,polskości’’ (pochodzą bowiem z tego samego ,,kręgu cywilizacyjnego’’), lecz imigranci z Bliskiego Wschodu to już odwieczni wrogowie – ,,Islam i Turańszczyzna’’ – których ,,ekspansji’’ Unia Europejska ulega ze względu na ,,fałsz tolerancyjności, relatywizmu i kosmopolityzmu zatruwającego kulturotwórcze elity’’ (tezy z wydanej w 2004 r. pracy ,,My wybieramy Polskę’’ Wierzejskiego).
POGLĄDY NA KONTROWERSYJNE KWESTIE. Wielce negatywną opinię działacze LPR mają w kwestii mniejszości LGBT (bardziej obmierzłą sprawą wydaje się jej działaczom może tylko aborcja – bo czym innym wyjaśnić, że w grudniu 2016 r., lata po zerwaniu partii z PiS-em, Maciej Giertych sympatyzował z anty-aborcyjnym projektem Ordo Iuris, odrzuconym przez Sejm już po pierwszym czytaniu?) – tezy stawiane przez nich podczas swojej pierwotnej działalności w Sejmie IV kadencji nie różnią się zbytnio od stanowiska okazywanego już lata po tym, jak Liga poróżniła się już z Kaczyńskim. Wydaje mi się, że jest to właśnie ta kwestia, o której powinno przypominać się ludziom, którzy nagle polubili Giertycha za jego potępiające PiS wpisy w mediach społecznościowych – nie można zapominać, że źródeł niektórych obecnych zachowań PiS i Konfederacji należy szukać w Lidze Polskich Rodzin.
W listopadzie 2004 r. LPR urządziła kontrmarsz przeciwko ,,Marszowi Tolerancji’’ w Poznaniu, wznosząc okrzyki o treści: ,,Grobelny decydent, zboczeńców prezydent’’, ,,Gejowska rodzina to wytwór Lenina’’ czy ,,Gejowskie śmieci, ręce precz od dzieci’’ (Marcin Rostowski z tamtejszej Młodzieży Wszechpolskiej stwierdził później: ,,To pikieta w obronie tradycyjnego modelu rodziny. Nie godzimy się na propagowanie postaw homoseksualnych, na wykorzystywanie problemów osób niepełnosprawnych przez środowiska dewiantów, którzy nagle niespodziewanie stają w obronie ich ,praw’’’).
W styczniu 2005 r. europoseł LPR Wojciech Wierzejski zamieścił na swojej stronie dane osobowe (imiona, nazwiska i adresy mailowe – opisane jako ,,lista gejów i lesbijek atakujących Marszałka’’) osób, które wysyłały do niego wiadomości po tym, jak stwierdził o organizatorach Parady Równości w Warszawie: ,,Ręki nie podaję ze względów higienicznych. Uścisk dłoni może być formą przenoszenia chorób’’.
W marcu 2007 r. pochodzący z LPR wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski zapowiadał, że przygotowany zostanie specjalny projekt ustawy zakazującej ,,propagandy homoseksualnej’’ w szkołach pod karą grzywny lub ograniczenia wolności, a Roman Giertych podczas spotkania ministrów edukacji UE wygłosił przemówienie, w którym padły słowa: ,,Dowiedziałem się ostatnio, że dzieci (jedenastoletni) chłopcy będą uczestniczyć na jednej z parad homoseksualnych i że władze jednego z europejskich miast wydały zgodę na taką propagandę. Wiem, że w niektórych krajach temat poruszany przeze mnie jest tematem tabu. Na szczęście w mojej Ojczyźnie potrafimy mówić o tym szczerze. Propaganda homoseksualizmu dociera do coraz młodszych dzieci. W niektórych krajach zabrania się dzieciom nawet w szpitalach mówić, czy czytać o mamie i tacie, albowiem może to rzekomo naruszać prawa mniejszości. Otrząśnijmy się z tej nieroztropnej poprawności politycznej. Jeżeli nie będziemy ze wszystkich sił wzmacniać rodziny, to jako kontynent nie ma dla nas przyszłości. Będziemy kontynentem zasiedlonym przez dbających o rodzinę przedstawicieli świata islamu. Nie możemy również w nauczaniu młodzieży propagować za normalne związki pomiędzy osobami tej samej płci, gdy obiektywnie są one odchyleniami od prawa naturalnego. Nie chodzi tutaj o dyskryminowanie kogokolwiek. Wręcz przeciwnie! Prawda nikogo nie dyskryminuje, a każdy człowiek bez względu na swoje słabości jest godny szacunku, ochrony i zrozumienia’’.
W maju tego samego roku Krzysztof Bosak i Anna Jabłońska-Siarkowska skierowali do prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz list protestujący przeciwko – wyrażenie z listu – ,,paradzie homoseksualistów’’, w którym to padły następujące słowa: ,,Dyskryminacja, nietolerancja, zamachy na wolność i demokrację są stale obecne w ,dyskursie gejowskim’. Ponadto niepokoją powiązania tego środowiska ze światem pedofilskim. Dotychczasowe doświadczenia z organizacji tego typu imprez, zarówno w Polsce jak i na całym świecie, ukazują wyraźnie, iż ich celem jest publiczne propagowanie homoseksualnego stylu życia. Prezentowane przez uczestników parad poglądy i postulaty polityczne niewątpliwie godzą w konstytucyjne wartości małżeństwa, rodziny i rodzicielstwa, znajdujące się pod ochroną i opieką Rzeczpospolitej Polskiej, jak i właśnie w moralność publiczną, także podlegającą prawnej ochronie’’.
W styczniu 2013 r. – po wywiadzie udzielonym ,,Gazecie Wyborczej’’ – Roman Giertych będzie odpierał zarzuty Tadeusza Rydzyka w skierowanym do niego liście. Wśród odpowiedzi Giertycha znajdzie się takowa: ,,Nigdy nie zmieniłem swoich negatywnych poglądów odnośnie do ideologii ruchów homoseksualnych. W przywoływanym wywiadzie do Gazety Wyborczej nie byłem pytany o swój stosunek do tejże ideologii, ale o ocenę pewnych retorycznych sformułowań pod adresem osób, które uczestniczą w paradach homoseksualnych’’.
W październiku 2016 r. Rada Polityczna LPR wydała odezwę ,,PiS zagrożeniem dla Polski i Kościoła’’, w której jedno z zachowań świadczących na niekorzyść rządzącej partii zostało ukazane w taki sposób: ,,Z drugiej jednak strony, ostatnia zgoda rządu PiS na realizację wytycznych dotyczących szczególnego traktowania lesbijek, gejów, biseksualistów, transseksualistów i interseksualistów (lista działań na rzecz osób LGBTI), oraz wypowiedzi i działania czołowych przedstawicieli partii rządzącej, a przede wszystkim głosowania PiS, zarówno wcześniejsze, jak te ostatnie, w sprawie ochrony życia ludzkiego, w jaskrawy sposób obnażają ich rzeczywiste poglądy i nijak mają się do składanych, przedwyborczych deklaracji oraz pokładanych w nich nadziei przez zbyt naiwną i łatwowierną część elektoratu patriotyczno-katolickiego, duchowieństwa i obrońców życia’’.
W artykule ,,Arogancja PiS’’ Macieja Giertycha (numer ,,Opoki w kraju’’ z kwietnia 2017 r.) wśród utyskiwań na działalność tej partii padł zarzut, że ,,Do szkół średnich wprowadza się edukację seksualną (http://stop-seksualizacji.pl/index.php/co-zrobilismy/item/315-pis-przeznaczyl-9-mln-zl-na-seksedukatorow-w-szkolach) zgodnie z wymogami płynącymi z Rady Europy i od środowisk LGBTI. 19 grudnia 2016 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ ostatecznie zatwierdziło minimalną większością głosów (84 do 77) decyzję o utworzeniu mandatu Niezależnego Eksperta ONZ ds. przeciwdziałania przemocy ze względu na „orientację seksualną i tożsamość genderową”. Polska była za tą decyzją. W ten sposób dokonano po raz pierwszy w historii ONZ instytucjonalizacji agendy LGBT. Oto jak katolicki rząd PiS reprezentuje Polskę na forum ONZ. Gdy w marcu 2017 w ONZ przygotowywano sesję Komisji ds. Statusu Kobiet, która ma się zakończyć przyjęciem dokumentu końcowego, Polska poparła poprawkę forsowaną przez UE mającą ograniczyć prawa rodzicielskie, a promującą seksualizację dzieci i aborcje. (http://www.m.pch24.pl/polska-popiera-gender-i-aborcje-wsrod-nieletnich—cicha-akceptacja-rzadu-dla-chorej-ideologii,50100,i.html)’’.
Wreszcie Zarząd Główny LPR zwrócił się z apelem do opozycji przed jesiennymi wyborami samorządowymi w 2018 r., aby ,,nie podnosiła haseł antykościelnych, antykatolickich, związanych z tematyką LGBT, czy aborcją, ponieważ w oczywisty sposób ją to osłabia, czy wręcz skazuje na niepowodzenie, przez fałszowanie istoty toczonego z PiS sporu, przekierowując go na sprawy światopoglądowe, co służy wyłącznie Kaczyńskiemu, wzmacniając i uwiarygadniając PiS, wpychając niejako dużą część elektoratu w objęcia rządzącego ugrupowania, nie dając mu żadnego wyboru, czyli akceptowalnej alternatywy z punktu widzenia wyznawanych wartości’’.
Zaskakująco, Liga zdaje się w żadnym momencie nie być zdecydowanie przeciwna energii odnawialnej czy szczepieniom, a w każdym razie nie znalazłem takich informacji. Rzecz jasna, nigdy nie miała ona okazji zostać partią dyktującą kierunek krajowej polityki, dlatego też przy opisie jej stosunku do tych dwóch problemów opieram się na strzępach informacji z jej strony internetowej.
W sierpniu 2007 r. LPR zorganizowała w Sejmie konferencję dotyczącą przyszłości polskiej energii, w której udział wzięli z ramienia Ligi była wiceminister gospodarki Elżbieta Wilczyńska i wiceminister rozwoju regionalnego Janusz Mikuła: wygłaszali oni tezy, że szukanie nowych źródeł pozyskiwania energii to realne wyzwanie (co prawda rozpatrywano głównie biomasę i energię geotermalną). Niemniej już rok później – w grudniu 2008 r. – działacz LPR Mirosław Orzechowski będzie się oburzał podczas spotkania z sympatykami partii w Lublinie między innymi na to, że wskutek ograniczenia emisji dwutlenku węgla upadnie przemysł na Śląsku.
W kwestii szczepionek – Mirosław Marcinów, wiceprezes Zarządu Miejskiego LPR w Szczecinie, pisał w październiku 2005 r. do prezydenta tego miasta, aby sfinansowało ono zakup szczepionek przeciwko grypie dla najuboższych mieszkańców, a w czerwcu tego samego roku posłanka LPR Elżbieta Ratajczak pomogła zebrać pieniądze na szczepienia dla chorej dziewczynki.
W kwestii stosunku partii do panującej epidemii koronawirusa wiadomo tylko tyle, ile pojawiło się w jedynym dotyczącym go oficjalnym stanowisku ZG LPR z 3 kwietnia 2020 r.: Liga pochwaliła szeregowych ludzi przeciwstawiających się wirusowi [,,Jakże budujące, wspaniałe, a nawet bohaterskie są postawy i zachowania osób i służb będących na pierwszej linii frontu walki z epidemią (szeroko pojęta służba zdrowia) oraz tych szczególnie narażonych na działanie wirusa z racji wykonywanego zawodu (produkcja i sprzedaż artykułów spożywczych, komunikacja, służby oczyszczania itp.), zapewniających podstawowe potrzeby Polaków w tym jakże wyjątkowym, oby jak najkrótszym, okresie. Wielkie ukłony i podziękowania należy kierować pod adresem władz samorządowych różnych szczebli, organizacji społecznych, korporacji zawodowych, przedsiębiorców oraz obywateli zaangażowanych w różnych akcjach wspomagających i wspierających walkę z zagrożeniem epidemiologicznym w Polsce’’], lecz większość stanowiska stanowiły oskarżenia stawiane rządowi, który LPR obarczyła winą za zastaną sytuację [,,W sposób jaskrawy widać, że nie zdrowie i bezpieczeństwo Polaków, ale polityczne, partyjne i partykularne interesy są dla Kaczyńskiego i PiS najważniejsze. Świadczy o tym nie tylko brak wyposażenia szpitali, lekarzy, niedobór masek, respiratorów, czy testów, co niewątpliwie zaniża faktyczną liczbę chorych (tzw. zasada stłuczonego termometru), ale również fakt braku formalnego wprowadzenia stanu wyjątkowego lub stanu klęski żywiołowej (pomimo bezprawnego, w tej sytuacji, stosowania ich obostrzeń), jak najbardziej uzasadnionego, ponieważ wówczas przesunięciu uległyby wybory prezydenckie, a tego Kaczyński nie chce’’].
Link do poprzednich Przeglądów Partii dla tych, którzy będą czytać ten post mobilnie na Polska.
submitted by BalQn to PolskaPolityka [link] [comments]


2020.05.29 20:01 pothkan O żonie Hołowni, małżeństwach jednopłciowych, Polsce i naszej rPolskiej wkołozwałce

Przemyślenia na temat posta kolegi u/SoleWanderer. Nie piszę w komentarzach pod nim, lecz tutaj oddzielnie - bo dyskusja zmieniła się w nieciekawą wkołozwałkę. Wszystko wokół wywiadu, którego pewnie nikt nawet nie przeczytał - bo raz, że wrzucono nie link, tylko skrinszot tytułu (jak to w GW, klikbajtowego) - a dwa, gdyby nawet był link, to pewnie wielu i tak by nie przeczytało (choćby dlatego, że paywall). Nie podoba się, to dółgłosujcie, wasze prawo.
Sam wywiad nie jest ogólnie najlepszy, widać brak doświadczenia i nieprzygotowanie. Z jednej strony świadczy to o szczerości poglądów, z drugiej... no, wypadałoby przewidzieć że takie pytania padną. Pod tym względem - zgadzam się, że to fail.
Ale przechodząc do cytatów - zacznijmy od ww. klikbaitu:
A różnicie się w podejściu do małżeństw jednopłciowych? Pani mąż otwarcie deklaruje, że ustawę legalizującą śluby gejów i lesbijek zawetuje.
  • Popieram związki partnerskie, jednak dla mnie małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. To moje stanowisko, ale zdaję sobie sprawę, że pokolenie mojej córki będzie to już postrzegało inaczej.
Wydźwięk trochę inny, niż tytułowe "Żona Hołowni przeciw ślubom jednopłciowym. Nie znam osób tej samej płci, które planowałyby małżeństwo".
A wcześniej, przechodząc do tematu aborcji:
Przedstawicielka kobiet... Na stół prezydenta Hołowni ląduje ustawa rządu PiS zakazująca aborcji. Przed Pałacem Prezydenckim staje wielotysięczny tłum i krzyczy: „Pierwsza Damo, przemów”. Co pani mówi?
  • Jeśli miałabym być głosem kobiet, to po pierwsze zwróciłabym uwagę, że temat aborcji przykrywa inne obszary walki o ich prawa. Uważam, że mamy sporo do odrobienia w Polsce, zanim wypracujemy nowy kompromis dotyczący aborcji. To temat edukacji seksualnej, dostępu do antykoncepcji, równego podziału obowiązków domowych, wyrównania płac. Zaczynamy od końca, a powinniśmy dziś rozmawiać o podstawach równości. Ze względu na podziały w społeczeństwie obecna ustawa nie powinna być zmieniona.
Ze względu na podziały w społeczeństwie obecna ustawa nie powinna być zmieniona. Tylko zanim dojdzie do dyskusji na te tematy, PiS prędzej czy później z zamrażarki wyciągnie sprawę aborcji.
  • Siła kobiet opiera się na współdziałaniu. Byłoby nie fair, gdybym stanęła do nich bokiem. Zaprotestowałabym przeciw zaostrzeniu prawa do aborcji.
A co, jeśli sprawy pójdą w drugą stronę? Wyobraźmy sobie, że następny rząd tworzy lewica. Robert Biedroń mówi, że nie ma żadnego kompromisu, tylko jest piekło kobiet, które ciąże przerywają domestosem. Stanie pani za swoim mężem, który już zapowiedział, że zawetuje ustawę liberalizującą, czy za kobietami, które mówią: „zakończcie nasze piekło”.
  • Następne wybory parlamentarne są za trzy lata i mam nadzieję, że do tego czasu dyskusja na temat edukacji seksualnej już będzie za nami. Szymon też mówi, że to jego prywatna opinia i pewne rzeczy robi zgodnie ze swoim sumieniem, ale nie jest dyktatorem. (...)*
No i sęk w tym, że tutaj ma rację. Taka jest rzeczywistość - zarówno wobec prawa do aborcji, jak i małżeństw jednopłciowych. Obie kwestie mają poparcie mniejszości Polaków.
Do tego nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie pojawiła się większość parlamentarna zdolna powyższe wprowadzić. A bez tego opinia prezydenta nie ma większego znaczenia.
Więc na razie jedyne co na co można liczyć, to zatrzymanie zaostrzenia prawa aborcyjnego (to póki co się udaje) i wymuszenie egzekucji obecnego "kompromisu" (z czym bywa kiepsko), oraz wprowadzenie związków partnerskich. W tych kwestiach Hołownia jest w porządku, zapowiadał veto wobec pierwszego, oraz podpisanie drugiego.
A za pięć lat będzie moment na wybranie nowego prezydenta, i wtedy gdy klimat społeczny w sprawie ww. się (oby) zmieni, ta kwestia może mieć realne znaczenie przy wyborze.
po pierwsze zwróciłabym uwagę, że temat aborcji przykrywa inne obszary walki o ich prawa
No i tutaj znowu ma trochę racji. Aborcja i prawa LGBT to nie są najważniejsze problemy w Polsce, ani nawet (pierwsze) najważniejszy problem Polek. To są problemy, owszem realne, a co więcej symboliczne. Ale nie najważniejsze.
Na dzisiaj najważniejsze jest odsunięcie od władzy PiS, do czego koniecznym krokiem jest odsunięcie Dudy. Partii oraz kandydata, którzy nie tylko nie oferują jakichkolwiek postulatów postępowych, ale wręcz grożą krokiem wstecz. A w drugiej turze na dzisiaj trudniejszym dla Dudy (z dwóch pozostających w słupkach powyżej 10%) przeciwnikiem jest Hołownia właśnie.
submitted by pothkan to Polska [link] [comments]


2020.02.29 14:11 TaoQingHsu W buddyzmie, bez względu na mężczyznę czy kobietę, są uczeni i uczniowie, którzy nie tylko mają małżeństwo, ale także dobrze uczą się Buddy.

42 rozdziały powiedział Budda, aby nauczyć mnicha buddyjskiego, jak wyzwolić się z cierpienia. Koncepcja rozdziału 23 dotyczy zatem mnicha buddyjskiego i mężczyzny. Chociaż nie jesteśmy mnichem buddyjskim, nadal warto je zrozumieć i nauczyć.
W rzeczywistości Budda powiedział wiele koncepcji oświecenia mądrości ludzi. Rozdział 23 jest tylko jednym z nich. Dlatego mam nadzieję, że koncepcja tego rozdziału nie ograniczy was. W buddyzmie jest także uczony lub uczeń, który nie jest mnichem buddyjskim. Ci uczeni lub uczniowie nie tylko mają małżeństwo, ale także dobrze uczą się Buddy. Oni także są Bodhisattwą. Takie pojęcie jest również wspomniane w wielu pismach buddyjskich.
Każda koncepcja w buddyzmie jest nadal stosowana do substytutów ról płciowych. Jeśli żona jest czymś więcej niż więzieniem, mąż też jest, co oznacza, że ​​zła rodzina sprawia, że ​​ludzie nie są wolni w umyśle i ciele. Oczywiście jest to tylko jedna z wielu koncepcji. Jako kobieta muszę przyznać, że istnieje wiele cnót kobiety i żony, które tworzą dobrą rodzinę i wnoszą dobry wkład w społeczeństwo i kraj. Zasługują na omówienie kwestii społeczeństwa i kraju oraz na uczestnictwo w polityce. Przyniosą społeczeństwu i krajowi bardziej równe i spokojne środowisko społeczne.
Leggi di più…
https://poland-bvlwu.blogspot.com/2020/02/zona-to-wiecej-niz-wiezienie.html
English: Chapter 23: Wife is more than a prison
submitted by TaoQingHsu to u/TaoQingHsu [link] [comments]


2020.02.29 14:06 TaoQingHsu Posiadanie żony jest cudownym snem dla każdego mężczyzny. Wielu mężczyzn zagubiło się w takim śnie. Budzą się jednak w cierpieniu małżeństwa.

Dla młodego mężczyzny uważa się, że żona jest czymś normalnym. Nikt by tego nie kwestionował. Nawet starzec mają nadzieję, że będą mieli żonę, aby żona mogła się z nim opiekować i opiekować się nim. Posiadanie żony jest cudownym snem dla każdego mężczyzny. Wielu mężczyzn zagubiło się w takim śnie. Budzą się jednak w cierpieniu małżeństwa. Dla kobiet jest to również to samo. Małżeństwo jest jak oblężenie. Ci, którzy są poza oblężeniem, mają nadzieję na oblężenie. Jednak ci, którzy są w oblężeniu, oczekują od niego ucieczki.
Bez względu na mężczyznę czy kobietę, mają nadzieję na przetrwanie, polegając na małżeństwie. Zwłaszcza w niesprawiedliwym społeczeństwie i społeczeństwie pogardzanej kobiety, jeśli kobiety chcą dobrze przetrwać, muszą polegać na zdolności, władzy i bogactwie męża i jego rodziny. Innymi słowy, kobiety uzyskują bogactwo i to, czego potrzebuje w życiu poprzez małżeństwo.
Jest to kontrolowane społeczeństwo przez mężczyzn w celu utrzymania ich władzy kontroli nad społeczeństwem. Jednak nie wiedzą, że są także powściągliwi wobec własnej chciwości i pragnienia i umieszczenia ich w „więzieniu” małżeństwa.
Leggi di più…
https://poland-bvlwu.blogspot.com/2020/02/zona-to-wiecej-niz-wiezienie.html
English: Chapter 23: Wife is more than a prison
submitted by TaoQingHsu to u/TaoQingHsu [link] [comments]


2019.03.22 17:46 LeopoldIIloveCongo Leon Knabit OSB: „Małżeństwo katolików, związek mężczyzny i kobiety, ma być związkiem sakramentalnym. Tylko w takim małżeństwie powinny rodzić się dzieci”

Leon Knabit OSB: „Małżeństwo katolików, związek mężczyzny i kobiety, ma być związkiem sakramentalnym. Tylko w takim małżeństwie powinny rodzić się dzieci” submitted by LeopoldIIloveCongo to Polska [link] [comments]


2017.02.03 18:01 SoleWanderer Francja nauczyła was bezczelności. Jak uczyć w arabskim getcie

Mój uczeń: - Ja spadam z Francji. Jadę do Algierii. Ja: - OK, byle szybko. Na koniec roku cała klasa mocnym głosem śpiewa ze mną "Marsyliankę". Już się nie wstydzą. Nie zdradzę od razu, kim jestem.
Powiem tylko, że mam paskudny charakter. I siedmiu starszych braci: trzech jest bardzo religijnych, dwóch głosuje na Front Narodowy, jeden jest świadkiem Jehowy. Od 12 lat uczę historii i geografii w gimnazjum na południu Francji. Często myślę, że gdybym miała dzieci, to byłyby w wieku moich uczniów, ale jestem bezpłodna. Próbowałam in vitro pięć razy. Może dlatego angażuję się w życie uczniów, często im doradzam. Czasem to ze mną idą po raz pierwszy do muzeum, do kina. Sami by się bali. Ich rodzice nie mają takiego zwyczaju, a oni śmiałości, by zrobić coś nowego. Czekam więc na nich obok stacji metra i odprowadzam pod drzwi teatru, nawet w niedziele wieczorem. Lubię zadziornych uczniów, którzy zadają dużo pytań. Mathilde, Mohammed, Zyad – nazywam ich „bébés d’amour”, moimi skarbeczkami.
W toalecie szkolnej ktoś napisał na drzwiach, że fajna ze mnie nauczycielka. Na drzwiach kibla, gdzie zwykle rysuje się penisy! To był dla mnie największy komplement.
Jestem surowa, ale jeszcze nigdy nie wyrzuciłam ucznia z klasy. To norma wśród francuskich nauczycieli, którzy wolą pozbyć się problemu, niż się z nim zmierzyć. We francuskiej szkole o pewnych rzeczach nie należy rozmawiać. A ja z dzieciakami ciągle gadam. Chcę, by mogli z siebie wszystko wyrzucić. Przynosi im to ulgę.
Jak stawiam ucznia do kąta, zawsze pytam, czy rozumie, dlaczego to robię.
– Myślisz, że jak mnie nie posłuchasz, to cię uderzę?
– Nie może pani.
– Masz rację. To dlaczego mnie słuchasz?
– Bo tak trzeba.
– A jak kazałabym ci ucałować moje stopy, to zrobiłbyś to?
– Nie!
Klasa chichocze.
– Władza działa w dwie strony – tłumaczę im. – Ja wydaję polecenia, ale to wy je akceptujecie. To wasz wybór, że na moich lekcjach jesteście grzeczni. Jeśli gdzie indziej używacie przemocy albo wyzywacie nauczycieli, to też jest wasz wybór. Nie jesteście ofiarami.
Imigranci we Francji głosują na Front Narodowy
Lekcja 1. Gęba – Ja stąd spadam. Jadę do Algierii – powiedział ostatnio jeden z moich uczniów. To łobuz, ale bardzo go lubię.
– OK, byle szybko – odpowiedziałam prowokacyjnie.
– Najpierw zbiorę pieniądze, a potem wyjadę, inszallah (po arabsku: „jeśli taka będzie wola Boga”).
– Powiedz mi: bezczelność zawdzięczasz Francji czy Algierii? – Patrzy na mnie spode łba, nie rozumie. – Co by się stało, gdybyś w ten sposób rozmawiał z nauczycielem w Algierii?
Uczeń milczy, więc jego kolega podpowiada: „Dostałbyś po twarzy, stary!”.
– Właśnie. Twoja niewyparzona gęba jest gębą Francuza, mój drogi. Jesteś bezczelny, bo pozwala ci na to wolność słowa. Może nie czujesz się Francuzem, ale jesteś nim.
Moi uczniowie ciągle powtarzają: „nienawidzę Francji, nienawidzę Francuzów”. Mam wrażenie, że po rozmowach ze mną czują ulgę. To bardzo trudne nie wiedzieć, kim się jest. – Mówiąc, że Francja to nie jest wasz kraj, robicie przysługę rasistom – tłumaczę. – Francja to JEST wasz kraj. Nie przyjechaliście tutaj z wiosek w Algierii. Rodzice większości z was urodzili się we Francji, do której wasi dziadkowie emigrowali w latach 70.
Cały dzień słyszę na przerwach: „bled”, „bled”, „bled” (z arabskiego „kraj pochodzenia”, a także miasteczko lub wieś, z której wywodzi się rodzina). Nie umieją powiedzieć jednego zdania po francusku, nie wtrącając arabskich słów. W zeszytach nieustannie rysują flagi Maroka i Algierii. Winię za to ich rodziców, którzy robią z nich imigrantów. Co roku zabierają ich na wakacje do Algierii czy Maroka i mówią: „To jest twój kraj”. Tworzą konflikt lojalności, dziecko musi zająć stanowisko: Francja czy kraj rodziców. „Bled” stał się dla nich mityczny. Kiedyś musiałam tłumaczyć uczennicy, że w zimie w Algierii jest chłodno. Bo dla niej Algieria oznacza wakacje, nikt nie pracuje, jest luz. Nie bierze pod uwagę, że rodzice mogą sobie pozwolić na wiele tygodni wolnego, bo zarabiają w euro. Dzieciaki myślą, że to tam toczy się prawdziwe życie. A to we Francji jest tymczasowe.
Narzekają, że Francuzi są wobec nich rasistowscy. Pytam wtedy, co myślą o Romach. Odpowiadają, że to brudasy, że żebrzą z dziećmi na ulicach, są obrzydliwi. – To samo niektórzy Francuzi myślą o was. Nawet wasz rasizm świadczy o tym, że wspaniale się integrujecie. Jesteście prawdziwymi Francuzami, brawo! – to terapia szokowa, ale działa. Zaczynają myśleć.
Czy to, co mówię, oznacza, że nie lubię Arabów? Ostatnio zarzucili mi to członkowie partii komunistycznej.
Apartheid a la française. Rozmowa z Thomasem Guénolé
Lekcja 2. Edukacja priorytetowa Jesienią kilkunastu uczniów w kominiarkach zaatakowało liceum w Trembley-en-France, na przedmieściach Paryża. Rzucili dwa koktajle Mołotowa w budynek szkoły, ranili dyrektorkę. W całym kraju trwała dyskusja. „To wina ich złego wychowania, islamu, pobłażliwego systemu edukacji” – mówili konserwatyści. Lewicowcy bronili: „Są wściekli, bo są biedni. Odgrywają się na społeczeństwie i szkole, przez którą są źle traktowani”.
Bzdura! Przemoc to jest ich wybór. Podkreślając ich „inność”, że źli i biedni, wykluczamy ich ze społeczeństwa. A kto traci najwięcej? Ich koledzy ze szkoły, równie biedni jak oni, którzy nie mieli lekcji, bo szkoła w Trembley została na tydzień zamknięta.
Francuska szkoła od co najmniej 20 lat pogrąża się w chaosie. W 1981 roku stworzono kategorię ZEP – Zone d’éducation prioritaire (strefa edukacji priorytetowej). Zerwano wtedy z zasadą równości dzieci. Dyrektorzy szkół ze słabymi wynikami dostali dofinansowanie, nauczyciele – więcej pieniędzy. Programy szkolne dostosowano do najgorszych uczniów. By wyrównać różnice społeczne, postanowiono uczyć mniej. W podstawówce uczy się odmiany czasowników, ale tylko w dwóch osobach: on i oni/one. Ograniczono też naukę nowych słów.
Do gimnazjum trafiają dzieci, które słabo mówią po francusku. Zamiast czytać, wciąż składają zdania. Piszą tylko fonetycznie. To wina lewicowych ideologów, którzy tworząc nowy program, uznali, że „kompetencje społeczne” (np. organizacja debat, praca w grupach, większa swoboda w nauczaniu a la Montessori) są ważniejsze od nauki języka. Zapomnieli, że rodzice dzieci z ZEP-ów nie czytają z nimi książek. Szkoła to dla tych dzieci wszystko. Umiejętność czytania i pisania jest najważniejsza, bo daje im wolność. Co z tego, że rozwiążą łatwe testy gimnazjalne, zdadzą maturę – dzięki nowemu systemowi udaje się to 90 procentom. Na egzaminach wstępnych na studia dostaną obuchem w łeb, bo nikt nie będzie traktował ich „priorytetowo”.
Salima jest singielką, pracuje w finansach, nie uznaje szariatu, ale modli się w meczecie. To wystarczy, żeby szeptano na jej widok
Lekcja 3. Getto Całe życie uczyłam w ZEP-ach. Pierwsze sześć lat w Marsylii. Rano w gimnazjum na blokowisku, gdzie na 500 uczniów było 20 białych. Po południu – w bogatym miasteczku pod Marsylią – tam było 10 Arabów. W Tuluzie przez ostatnie kilka lat straciliśmy dużo białych dzieci, a także uczniów z „dobrych” rodzin. Przenieśli się do szkół prywatnych. W niektórych klasach jest po 2 białych uczniów, w innych 10. W gimnazjum obok na 300 uczniów jest 1 biały. Według raportu z września 2016 roku, który wstrząsnął Francją, szkół-gett jest w kraju koło 100 (na 8 tysięcy). 95 proc. ich uczniów to biedni muzułmanie. System edukacji oparty niby na zasadzie „równości” tylko pogłębia różnice społeczne. W ZEP-ach dzieci tracą statystycznie siedem i pół tygodnia w ciągu roku, bo są odsyłane ze szkoły za karę. W najgorszych szkołach mają nawet trzech nauczycieli matematyki w ciągu roku. Dodatkowo kilka tygodni bez lekcji, bo są strajki – uczniów, rodziców i nauczycieli. Ale mam kolegów i koleżanki, którzy są zadowoleni. W ZEP-ach nie muszą się wysilać, a dostają około 100 euro więcej.
Kulturowa różnorodność, by mogła dobrze funkcjonować, musi być kontrolowana. Należałoby zastosować strategię „busingu”, czyli dowożenia autobusem dzieci z jednej dzielnicy do różnych szkół (obecnie obowiązuje rejonizacja). Badania Susan Eaton z Uniwersytetu Harvarda pokazują, że integracja jest najistotniejszym czynnikiem wpływającym pozytywnie na wyniki nauczania. Dzieci trzeba wyciągnąć z ich dzielnic.
Znam uczniów w Marsylii, którzy nigdy nie byli na plaży ani w centrum miasta. Po szkole przesiadują na chodnikach. Ich rodzice stoją w kolejce do CAF-u (Kasa Opieki Rodzinnej) albo po zasiłek do Pole Emploie (Urząd Pracy). Na osiedlu jest szkoła i biura rządowe, ale nie ma ani jednej fabryki. Nie ma biblioteki ani muzeum. Ludzie zostali uwięzieni na blokowiskach. We Francji przestaliśmy się mieszać.
Lekcja 4. Gołe pupy Po zamachu na redakcję „Charlie Hebdo” jeden z moich uczniów nie chciał uczestniczyć w minucie ciszy. Powiedziałam mu: – Weź krzesło i ustaw przodem do ściany na końcu sali. Siedź tam do końca lekcji. Dla mnie nie istniejesz.
Paryż po zamachach 13 listopada
Nie ruszył się z ławki. Potem długo o tym rozmawialiśmy. Zapytałam, dlaczego nie chciał milczeć.
– Dlaczego nie milczymy za Palestynę? – zdenerwował się. Okazało się, że pół klasy myśli podobnie.
– A dlaczego nie milczymy za ludobójstwo w Rwandzie? Za ofiary wojny w Darfurze? Milczymy w sprawach, które dotyczą Francji, a wy jesteście jej obywatelami – tłumaczyłam. – Wasze milczenie nie oznacza, że akceptujecie rysunki w „Charlie Hebdo”. Oznacza, że nie zgadzacie się, by mordować ludzi tylko dlatego, że są dziennikarzami. Wolność słowa jest inna dla mnie – jako nauczycielka nie mogę wyśmiewać islamu – a inna dla karykaturzysty.
– Ale obrazili naszego proroka – nie ustępowali.
– „Charlie Hebdo” obraża wszystkie religie. Nawet jakby sam Bóg przyszedł do was i powiedział, że macie kogoś zabić, to macie mu odmówić. Życie ludzkie jest święte. Poza tym czy wasza wiara nie jest silniejsza od jakichś głupich rysunków? – nie wiedzieli, co powiedzieć.
W grudniu zorganizowałam debatę o burkini w stylu amerykańskim. Kazałam przeczytać im wszystkie artykuły z prasy na ten temat: lewicowe i prawicowe. Czytali teksty feministek – przeciwniczek i zwolenniczek burkini. Poznali zdanie salafitów, którzy też byli przeciwni, ale z innych powodów: według nich burkini jest zbyt obcisłe. Poza tym prawdziwa muzułmanka nie chodzi na plażę – z tym zgodziło się wiele uczennic. Najpierw gadaliśmy. Jedni proponowali: – Niech zrobią osobną plażę dla muzułmanek w burkini.
– Jasne, to jeszcze zróbmy plażę dla białych i czarnych. To wam się wydaje sensowne? – spytałam.
– No nie, to rzeczywiście idiotyczne – przyznali. – Ale kobiety, które opalają się z gołymi pupami i cyckami na wierzchu, dlaczego one mogą? To niesprawiedliwe!
Przeczytaliśmy wspólnie prawo laickości z 1905 roku i kolejne, z 2004 i 2010 roku. Wielu merów, chcąc zakazać burkini, powoływało się na nie.
– Nigdzie tu nie mówią o plażach! – krzyknął jeden z uczniów. W ten sposób doszliśmy wspólnie do wniosku, że burkini nie można zakazać w imię laickości.
Potem podzieliłam ich na grupy. Wcielili się w role przeciwników i zwolenników burkini. Dzięki temu poznali inny punkt widzenia.
Ostatnio pokazałam im zdjęcie mężczyzny, który podciera sobie tyłek flagą Francji. Byli w szoku. – Ktoś to naprawdę zrobił?! – nie mogli uwierzyć.
– A co wam to przeszkadza, to tylko kawałek materiału – wzruszyłam ramionami.
– Nie, nie, to jest flaga!
– Co was obchodzi flaga Francji? – specjalnie okazywałam obojętność.
– Tak nie można! – byli coraz bardziej oburzeni.
– Czyli jednak wam to przeszkadza? A jakby to była flaga Algierii?
– Ooooooo!!!!!!! To już byłoby przegięcie!!! – zaczęli krzyczeć jeden przez drugiego.
– To samo powinniście czuć wobec flagi Francji, bo to wasz kraj.
Wtedy zaczynam z nimi lekcję o symbolach narodowych, o narodzie, choć we Francji szerzenie patriotyzmu w szkole jest zakazane. Tłumaczę, dlaczego są ważne. Na koniec roku cała klasa mocnym głosem śpiewa ze mną „Marsyliankę”. Już się nie wstydzą.
Burkini - nie tylko dla skromnych
Lekcja 5. Apartheid Dwóch moi braci to antysemici. Najpierw byli antysyjonistami, nienawidzili Izraela. Teraz otwarcie mówią o tym, że nienawidzą Żydów. Nie wynieśli tego z domu, bo nigdy nie słyszałam, by mama mówiła źle o Żydach. Nigdy.
Dla moich uczniów gwiazdą numer jeden jest Mohammed Merah, terrorysta islamski, który w 2012 roku zamordował siedem osób, w tym troje dzieci. Wielbią go, bo jego ofiarami byli w większości Żydzi, których nienawidzą. Zaprosiłam więc na lekcję Latifę Ibn Ziaten, matkę żołnierza zastrzelonego przez Meraha. To starsza pani, muzułmanka w chuście. Opowiadała moim dzieciom spokojnym głosem to, czego nie usłyszeliby od polityków. „Kocham Francję i Maroko. Kocham islam. Z moimi dziećmi obchodziłam i Boże Narodzenie i ramadan. Uczyłam ich miłości do Francji, to z tego powodu mój syn został wojskowym”.
Latifa przypominała uczniom ich matki, byli wzruszeni. To, co mówiła, dotarło do nich bardzo głęboko. Gdy wyszła, rozmawialiśmy.
– Poczuliście empatię do drugiego człowieka. Latifa to osoba podobna do was, do waszych mam, więc nie było to trudne zadanie. Chciałabym, żebyście to samo czuli wobec wszystkich ludzi na świecie. Także wobec żydowskich dzieci, które zostały zamordowane przez Meraha tylko dlatego, że zamiast Koranu czytały Torę.
Ostatnio pewna badaczka z satysfakcją stwierdziła, że odkąd żydowscy rodzice przenieśli swoje dzieci do szkół prywatnych, w szkołach publicznych nie ma antysemityzmu. Politycy Partii Socjalistycznej mówią podobnie: stwórzmy szkoły wyznaniowe dla muzułmanów, skończą się awantury o laickość, dziewczynki będą mogły nosić chusty. Zamiast zwalczać antysemityzm, zadowalają się przeniesieniem problemu gdzie indziej. Tłumaczą: „To antysyjonizm, niechęć do Izraela. Nie można do końca winić Arabów, że tak myślą”. Ja się z tym nie zgadzam. Antysemityzm to rasizm, jest zakazany przez prawo. Nie chcę, by we Francji było jak w Anglii, gdzie działają trybunały szariackie. Lub w Nowym Jorku – sądy rabiniczne. W sprawach rodzinnych i majątkowych pogłębia to dyskryminację kobiet. Synowie dostają dwa razy więcej spadku niż córki, a w przypadku przemocy domowej sędziowie każą mężom „nauczyć się panować nad gniewem”. Rząd brytyjski pozwala na to z lenistwa. Wydaje się im to bardziej praktyczne, ale mylą się. Dzieląc społeczeństwo, tworzą apartheid.
Zjednoczony Kalifat Wielkiej Brytanii?
Lekcja 6. Żydzi Zaprosiłam na lekcję 80-letnią Żydówkę Rachel Roizes, która była przechowywana przez francuską rodzinę cztery lata w trakcie wojny. Jej tata został wywieziony do Oświęcimia. Przed spotkaniem moi uczniowie złościli się: „Tylko Żydzi i Żydzi, czemu ciągle o nich gadamy? Dlaczego nie uczymy się więcej o Palestynie? Dlaczego musimy czytać teksty o obozach koncentracyjnych, one podobno nie istniały! Ta historia z gazem jest podejrzana”. To samo słyszą nauczyciele w wielu francuskich szkołach.
A potem usiadła przed nimi ta miła staruszka. Nigdy wcześniej nie widzieli Żydówki, dziwili się, że wygląda tak „zwyczajnie”. Słuchali jej opowieści o wojnie z rozdziawionymi ustami. Gdy opowiadała o rodzinie, gdy wypowiedziała słowa „moja mama”, „mój tata”, widziałam, jak ramiona niektórych chłopców opadają. Rozluźnili się. Po spotkaniu pokazałam im jeszcze filmy dokumentalne o obozach koncentracyjnych. Specjalnie wybierałam ujęcia pokazujące największe okrucieństwo.
Potem znów rozmawialiśmy. Najpierw ich sprowokowałam, bo żeby do nich dotrzeć, trzeba przeciągnąć strunę. – Eee, ci Żydzi to nie są ludzie tacy jak my. Merah miał rację, trzeba ich mordować.
– Nie może pani tak mówić! To obrzydliwe! – krzyknęła jedna z uczennic. Paru uczniów się popłakało, choć większość to „twardziele”, zawsze na straży swoich emocji.
Idealnie byłoby, gdyby do szkoły przychodzili też rodzice. Powinni spotkać się z mamą żołnierza zamordowanego przez Meraha, porozmawiać z 80-letnią Żydówką. Dzieci powtarzają za rodzicami, bo są wobec nich lojalne. To bardzo trudne dla 12-latka przyznać, że jego rodzice nie mają racji.
Jeśli nauczyciel nie wyłapie odpowiedniego momentu i nie zainspiruje swoich uczniów, to nigdy nie ruszą do przodu. To wymaga wiele pracy, ale warto. Najtrudniej jest mi zaakceptować to, co wmawia się nauczycielom na stażu: „Nie masz wpływu na to, czy uczeń będzie dobry, czy zły. Nie możesz zmienić jego zachowania, to nie twoje zadanie. Nie jesteśmy ich rodzicami. Decyduje przeznaczenie”. Wstydzę się za nauczycieli, którzy tak robią. Wstydzę się, że nic nie zrobiłam dla mojego ucznia, którego w pierwszej klasie gimnazjum podejrzewałam o stosowanie przemocy. Nie miał empatii, niczego się nie bał. Był socjopatą. Czułam, że niedługo wyląduje w więzieniu. Trzy lata później zabił człowieka. Ukradł mu skuter, dźgnął nożem.
To powszechna na francuskich przedmieściach bieda i brak perspektyw popychają młodych ludzi w ręce islamskich ekstremistów
Lekcja 7. Pała – Nie słuchajcie nauczycieli, którzy przekonują was, że pasujecie na sekretarkę albo sprzedawcę – mówię moim uczniom w ostatniej klasie gimnazjum. – Możecie zrobić to, co chcecie. Opowiadam im wtedy to, co przeżyłam i kim jestem naprawdę.
Nie ma dnia, by nie zadawali pytań. Z reguły przerywam wtedy lekcję i dyskutujemy o polityce. Nazywają mnie „nauczycielką od newsów”. Najbardziej popularne: – Czy to prawda, że lewica to dobrzy ludzie, a prawica niedobrzy?
Najmniej interesuje ich ekologia (dla większości oznacza trawnik przed blokiem), najbardziej konflikt izraelsko-palestyński. Kilka razy dziennie słyszę: „Palestyna, Palestyna, Palestyna”, nieważne, czy mówię o historii Francji, Shoah czy wojnie w Algierii. Nie spędzają czasu, grając w gry komputerowe, ale śledzą wiadomości, oglądają filmy dokumentalne na YouTubie. Uwielbiają dyskutować, kontrargumentować. Są w tym bardzo dobrzy.
Na historii najbardziej cieszą się, gdy zaczynamy mówić o wojnie w Algierii. Ale mają słomiany zapał. Jak do arabskiego – nie mogą się tych lekcji doczekać, a potem większość ma na koniec roku pały. Wojnę w Algierii omawiamy bardzo szczegółowo. Tłumaczę, że nie było w niej tylko złych i tylko dobrych bohaterów. Nigdy tak nie jest i to właśnie najpiękniejsze w nauce historii. Często każę uczniom przygotować argumenty za i przeciw na każdy temat. Wysłuchujemy każdej ze stron, a to, za kim się opowiemy, zależy od wartości, które wyznajemy.
Na klasówkach zawsze pokazuję im pytania kilka dni wcześniej. – Jeśli dostaniecie złą ocenę, to nie dlatego, że jesteście imbecylami. Nie pracowaliście wystarczająco dużo! Nie zastawiam na nich pułapek. Jak obleją, to zawsze mogą napisać sprawdzian raz jeszcze. Oceny mam gdzieś. Najważniejsze, by nauczyć ich pewności siebie.
Lekcja 8. Minispódniczka Uczennice nie mogą przychodzić na lekcje w krótkich spódnicach. Cały tydzień łażą w spranych dresach. Nie chcą narażać się muzułmańskim kolegom. W filmie z 2009 roku „La Journée de la jupe” (polski tytuł „Pokolenie nienawiści”) Isabelle Adjani gra nauczycielkę, która jako jedyna przychodzi do szkoły na przedmieściach Paryża w spódnicy przed kolano. Jest za to wyzywana przez uczniów od „kurew”. Zdarza się to w szkołach, gdzie nauczyciele nie mają żadnego autorytetu. Mnie to nie dotyczy, bo zawsze chodzę w długich spódnicach, wyglądam jak worek kartofli, ale taką mam figurę. Gdybym chciała, mogłabym przyjść do szkoły w kostiumie kąpielowym. Spróbowaliby to skomentować!
Jeśli mój uczeń powiedziałby, że nie usiądzie obok dziewczynki, tobym go do tego zmusiła. Zdarzyło się to mojej koleżance w szkole podstawowej. Radykalni muzułmanie przyszli do szkoły i zakazali swoim córkom siedzieć w ławkach z chłopcami. Te same dziewczynki dostały nagle wszystkie alergii na chlor, nie mogły chodzić na basen. Nauczycielki poddały się ze strachu. Ja bym poszła na wojnę.
Istnieją wartości uniwersalne, niezależne od tego, czy jesteś białym chrześcijaninem, czy czarnym muzułmaninem. Najważniejszą z nich jest równość prawa wobec kobiet i mężczyzn. Jeśli dwuletnia dziewczynka zostaje obrzezana, to w dupie mam tłumaczenie, że to jest „kulturowe”. Na szczęście we Francji to nie tylko nielegalne, ale i karalne. Od lat 80. stu rodziców i dwie rzezaczki trafiły za to do więzienia na kilka lat. W Anglii zostało to zaniedbane, nikomu jeszcze nie został nawet wytoczony proces. Rezultat: między kwietniem 2015 a marcem 2016 roku 5702 dziewczynki zostały obrzezane, najwięcej w Londynie. We Francji, według ostatnich danych GAMS (Groupe pour l’Abolition des Mutilations Sexuelles – stowarzyszenia zwalczającego praktykę obrzezania), nie dokonuje się obrzezań już w ogóle.
Naprawione. Czarne Francuzki odzyskują łechtaczki
Nie można twierdzić, że obrzezanie jest straszne, ale posiadanie dwóch żon akceptowalne. Zgodziłabym się z tym, gdyby kobiety też mogły mieć dwóch mężów.
Jeśli 12-letnia dziewczynka nosi chustę, to czy można powiedzieć, że to jest jej wybór? Nie. Robi to, bo chce zrobić przyjemność rodzicom. Moi przeciwnicy argumentują, że prawo z 2004 roku zabraniające noszenia chust w szkołach spowodowało, że dziewczyny zaczęły je nosić z przekory. „Zabraniacie nam? To my się zbuntujemy”. Nie jest tak w przypadku moich uczennic. Obowiązkowe zdejmowanie chusty w szkołach uświadamia im, że nie definiuje ich tylko religia. Ostatnio tłumaczyłam to 12-latce, która przychodzi na lekcje coraz szczelniej zakryta. Jak tylko urosły jej piersi, to założyła gruby sweter. Przestała chodzić w legginsach, bo zostały uznane przez jej kolegów za zbyt obcisłe. Powiedziałam jej, że islam ani żadna inna religia nie jest wrodzony. Gdyby porwała ją katolicka matka, to byłaby katoliczką.
We Francji muzułmanka nie potrzebuje chusty. Prawo laickości nie zmieniło się od 1905 roku. To muzułmanie stali się bardziej wymagający. Islam naszych rodziców został zastąpiony przez religię osób bardziej świadomych swej wiary. Codzienna praktyka religijna jest dla nich bardzo ważna, ale kultywowanie tradycji im nie wystarcza, więc sięgają do książek teologów islamskich i rozmawiają z imamami. Nigdy we Francji nie było tylu księgarń religijnych! A gdzie młodzi islamiści nauczyli się czytać? Kto nauczył ich myśleć, analizować teksty? Francuska szkoła.
Obrzezanie. Piekło kobiet
Lekcja 9. Zwykła rodzina Całe szczęście, że urodziłam się w 1978 roku. Gdybym teraz była w gimnazjum, to nosiłabym chustę. Pewnie nie zostałabym nauczycielką, a moi bracia zaaranżowaliby dla mnie małżeństwo z kuzynem w Algierii.
Nazywam się Fatiha Boudjahlat. Jestem Arabką. Feministką. Działaczką w partii radykalnie lewicowej Mouvement Républicain et Citoyen (Ruch republikański i obywatelski). Jestem też wierzącą muzułmanką, nie rozumiem, jak można w nic nie wierzyć. Ale nie wierzę w piekło ani w raj. Nie modlę się, nie obchodzę ramadanu, ale nie jem wieprzowiny.
Mam siedmiu braci: dwóch to salafici – radykalni muzułmanie, jeden jest świadkiem Jehowy, dwóch głosuje na Front Narodowy. Zupełnie zwyczajna z nas francuska rodzina XXI wieku.
Moja mama sama wychowała ośmioro dzieci. W wieku 40 lat pierwszy raz w życiu poszła do pracy – zaczęła sprzątać w fabrykach. Rok wcześniej mój ojciec namówił ją, byśmy całą rodziną przeprowadzili się do Algierii. Zaraz po przyjeździe ukradł wszystkie nasze dokumenty. Wrócił do Francji i sprzedał wszystko, co znalazł w naszym mieszkaniu. Za te pieniądze w Algierii kupił sobię kolejną żonę. Teraz ma ich siedem. Mama spakowała nas i wróciliśmy do Francji, w konsulacie powiedziała, że zgubiliśmy papiery. Miałam wtedy dziesięć lat lat.
Nie widziałam taty od 1993 roku. W ciągu 25 lat napisał do mnie dwa listy. W pierwszym radził, bym wybrała zawód stewardesy, dzięki temu dobrze zarobię i będę mogła wysyłać mu pieniądze. W drugim oświadczył, że obiecał mnie na żonę jednemu ze swoich siostrzeńców. Gdy pokazałam ten list moim braciom, tylko się śmiali. Ale to było prawie 20 lat temu. Teraz moi bracia salafici kazaliby mi wyjść za mąż. Słowo ojca byłoby dla nich święte.
Ojciec był skurwielem. Bardzo złym człowiekiem. Co pamiętam z dzieciństwa? Że stoję w ciemnym korytarzu i trzęsę się ze strachu, bo tata goni za moim bratem z siekierą. To, że zniknął, było dla nas wybawieniem. Dzięki temu jestem wolna. Gdyby nie zostawił mamy, nigdy nie mogłabym pójść na studia.
Moja mama to wspaniała kobieta. Nie znam osoby o większym poczuciu humoru. Poznała mężczyznę, była z nim szczęśliwa, ale moi bracia nie pozwolili jej wyjść ponownie za mąż. Jeden tak bardzo się zdenerwował, że chciał ją uderzyć. Kazał jej wtedy założyć chustę, mimo że nigdy w życiu nie zakrywała włosów. To dlatego nie potrafię znieść patriarchatu. Nie dotyczy on tylko rodzin arabskich, tak samo zachowują się np. Włosi czy Hiszpanie.
Często się kłócimy przy rodzinnym stole. Moi bracia mówią na Francuzów „gwer”. To wyzwisko. Dwaj bracia, salafita i świadek Jehowy, mają białe żony. Ale nawet ich mieszane dzieci nie uważają się za Francuzów. Czy to jest normalne? Dwa lata temu prawie się pobiliśmy. Zaczęliśmy dyskutować o nowym prawie zezwalającym na małżeństwa gejów. Salafita i światek Jehowy skoczyli na mnie, że bronię chorych ludzi, bo według nich homoseksualizm to choroba, a geje powinni zostać zgładzeni. Zaczęliśmy krzyczeć i się przepychać. Wtedy moja mama walnęła ręką w stół i kazała się nam zamknąć. Ale to ona podsunęła nam ten temat. Zadała niewinne pytanie, co myślimy, i rozpętała burzę.
Lekcja 10. Klasa przygotowawcza Wszystko w moim życiu zawdzięczam francuskiej szkole. Do tzw. klasy przygotowawczej o profilu literackim, której celem jest jak najlepsze przygotowanie do egzaminów na uniwersytet, trafiłam dzięki nauczycielce francuskiego. Do egzaminów musiałam przeczytać 200 książek, a u mnie w domu oprócz Koranu była tylko ilustrowana encyklopedia, którą znaleźliśmy z braćmi na śmietniku. Któregoś dnia moja nauczycielka przyjechała samochodem na nasze ohydne blokowisko. W bagażniku miała kartony książek. Potem obwiozła mnie po wszystkich wydziałach politologii w regionie. Jej mąż był komornikiem, który kilka lat wcześniej zlecił konfiskatę mienia w naszym mieszkaniu. Jeden z moich braci spędził w sumie 14 lat w więzieniu. Za bójki, sprzedaż narkotyków, napad z bronią. Pamiętam, jak przyszłam do sądu zeznawać w jego sprawie. Płakałam, bo musiałam opowiedzieć o tym, co nas spotkało w dzieciństwie. O ojcu, który groził mu siekierą. O potwornej biedzie, której doświadczyliśmy, o tym, że codziennie jedliśmy w stołówce organizacji charytatywnej Les Restos du Coeur. Mój brat miał mi za złe, że mówię źle o rodzinie, ale ja chciałam go uratować przed kolejną odsiadką.
Większość kolegów ze szkoły nie rozumie mojego zaangażowania. Politycy zarzucają mi rasizm. Biali mężczyźni, którzy ukończyli najlepsze prywatne szkoły, chcą mnie uczyć, jak postępować z arabskimi dziećmi? Jak śmią myśleć, że wiedzą o wykluczeniu społecznym więcej ode mnie? Nie lubią mnie, bo nie mieszczę się w żadnych kategoriach. Jestem Arabką, ale nie noszę chusty. Jestem lewicowa, ale czasem moje propozycje zmian są skrajnie prawicowe. Mam do tego dystans, bo nie jestem biała tak jak oni. Nie pochodzę z bogatej rodziny, nie mam romantycznego wyobrażenia o różnicach społecznych. Mam w dupie poprawność polityczną. Mogę mówić rzeczy, za które oni zostaliby posądzeni o rasizm. Niektórzy Arabowie uważają mnie za zdrajczynię, przezywają batonem Bounty – czarna na zewnątrz i biała w środku. Mówią tak, bo według nich powinnam kochać nie Francję, ale Algierię. Ich też mam głęboko gdzieś.
W klasie przygotowawczej usłyszałam, że ze względu na mój „stan” powinnam pracować więcej od innych. Jako Arabka miałam pod górkę. Brakowało mi dyscypliny, nagła wolność uderzyła mi do głowy. We Francji od 15 lat działa z sukcesem specjalny tryb naboru do najbardziej prestiżowych uczelni dla licealistów z ZEP-ów, jego beneficjentką była m.in. minister edukacji Najat Vallaud-Belkacem. Nie miałam szans, bo się obijałam. Łatwiej było w liceum, gdzie wystarczyło tylko wykonywać polecenia nauczyciela. W moim arabskim domu nikt nie zachęcał mnie do samodzielnej nauki, odrabiałam zadania, bo musiałam, ale wolałam oglądać telewizję. Często zastanawiam się, co by było, gdybym wyrosła w innym środowisku. Żałuję, może teraz miałabym już dyplom, który pozwoliłby mi uczyć w liceum i szkołach wyższych. A tak jestem tylko zwykłą nauczycielką, jedną z 240 tysięcy we Francji.
sauce:http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,21300019,francja-nauczyla-was-bezczelnosci-jak-uczyc-w-arabskim.html
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.05.05 13:09 ben13022 O co walczy Adam Bodnar? (Rzecznik Praw Obywatelskich)

Poczytam panu: "Zacznij bronić praw polskich obywateli, a nie innych, pseudorzeczniku" Lato 2015 roku. Płk Krzysztof Olkowicz dopiero co wyszedł spod pręgierza. Sąd uznał, że złamał prawo, bo jako szef Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Koszalinie zlitował się nad schizofrenikiem i zapłacił za niego 100 złotych grzywny, by mógł wyjść z aresztu, gdzie trafił za kradzież batonika. Olkowicz wie, że wyrok, choć publicznie uznany za farsę, kończy jego karierę w służbie publicznej.
Dzwoni do niego Adam Bodnar, którego Sejm głosami Platformy i SLD wybrał właśnie na rzecznika praw obywatelskich. - Przyjmie pan stanowisko mojego zastępcy?
Olkowicza zatkało. Zgodził się bez wahania. Siedzi przed telewizorem, ogląda przesłuchanie Bodnara w Senacie, które ma rozstrzygnąć jego losy. Jeden z senatorów PiS pyta Bodnara, czy jest osobą wierzącą.
To koniec, myśli wtedy Olkowicz, tego mu nie darują. Przeciwko głosuje klub PiS, atmosfera napięta, bo również senatorzy Platformy kręcą nosem, że Bodnar zbyt lewicowy, nie unika tematów aborcji, praw osób homoseksualnych, adopcji przez nich dzieci, in vitro. Jego kandydatura przechodzi dwoma głosami.
Olkowicz dostaje od Bodnara zadanie: sprawdzić jakość życia skazanych, w tym chorych psychicznie. Znajduje prawie sto przypadków jak ten: we Wronkach siedzi niepełnosprawny psychicznie, ojciec trójki niepełnosprawnych dzieci, mąż niepełnosprawnej żony. Groził sąsiadowi, kryminaliście, poszedł siedzieć na cztery miesiące. Olkowicz interweniuje, czeka na decyzję sądu.
Znajduje też kuriozalne sprawy. W więzieniu siedzi 82-latek. Jechał po pijanemu rowerem. Olkowicz odwiedza go za kratami, widzi dziadka, który płacze: wypił piwo, jechał rowerem, dostał grzywnę i zakaz poruszania się rowerem. Niedługo potem pojechał do sklepu, zapakował ziemniaki na rower i prowadził, by było lżej. Policja zawiozła go do aresztu, bo złamał "zakaz prowadzenia roweru". Olkowicz słucha staruszka, który żali się, że sam łapał złodziei na kolei, że żona mu wcześnie zmarła, dzieci wychował, chciał tylko sobie ziemniaków nagotować.
Olkowicz wychodzi od niego z mokrymi oczami, ale i wściekły. Wróciła mu wiara, że można zmienić system. Idzie zadowolony do Bodnara.
Bodnar z wyrzutem. - Dlaczego nie sprawdził pan reszty?
Olkowicz: - Pomyślałem: facet ma rację. Sprawdziłem wszystkie, okazało się, że większość podchodzi pod łamanie praw człowieka.
Ibisz mówi w telewizji
Rodzina Adama Bodnara ze strony ojca trafiła na Pomorze z Podkarpacia, w ramach akcji "Wisła". Matka pochodziła z rodziny chłopskiej, wielodzietnej, z Kieleckiego.
To matka dyscyplinowała go do nauki. Zdystansowana, zasadnicza. Ojciec ciepły, towarzyski. Ale to matka wszczepiła mu kult nauki i pracy. Bodnarowie mieli trochę ziemi - truskawki, ziemniaki, buraki. Pracowała przy tym cała rodzina. Gdy idzie do liceum, spiera się z mamą o PRL, krytykuje system bez wyjątku. Matka broni: awansu społecznego, obowiązkowej edukacji, mieszkań, pracy, opieki socjalnej. Bodnar tego nie rozumiał, słuchał Jacka Kaczmarskiego o więzieniach, strajkach, ZOMO, czytał Jacka Kuronia.
Podstawówkę i liceum kończy na piątkach i szóstkach. Gdy ma czwórkę, przeżywa to cała szkoła. Kujon? Nie, mówi, dyscyplina i ambicje. Dostaje się w liceum do Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci, programu wspierającego młode talenty. Jeździ do Warszawy, poznaje profesorów, którzy dają mu do lektury Ajschylosa, Herodota. Jest pedantycznie zorganizowany, prowadzi kalendarz dnia, gdzie wpisuje nawet oglądanie "Teleexpressu". Słucha Depeche Mode, gra na komputerze, sportu raczej nie uprawia. Wybiera prawo, bo matka mówi, że musi być konkret, a Krzysztof Ibisz w telewizji, że dobra uczelnia to gwarancja sukcesu.
Studiuje na Uniwersytecie Warszawskim, mieszka w akademiku. Na pierwszym roku współpracuje ze stowarzyszeniem Nigdy Więcej, by walczyć o prawne zakazy działania faszystowskich grup. Zostaje asystentem posła Unii Wolności, ale widzi cwaniaka - to go od polityki odrzuca.
Panie Boże, czy jechać do Budapesztu?
Zanim Bodnar powiedział senatorom, że nie wierzy, chodził do kościoła w Gryficach, a na studiach do warszawskiej św. Anny. Wciąga go młoda żona, którą spotkał na początku studiów. Jest ze Śląska, z pobożnej rodziny. Jej ojciec służy do mszy, rozdaje komunię. W kościele św. Anny Bodnar słyszy głębokie, intelektualne kazania, szczerze się modli, chodzi do spowiedzi. Ale gdy dostaje się na roczne studia na uczelni George'a Sorosa w Budapeszcie, żona mówi mu: ja albo Budapeszt. Wsparcia nie ma także od jej rodziny. Pyta o radę księdza w konfesjonale i słyszy: jechać, wola Boża.
Adam Szafrański, prawnik, znajomy Bodnara ze studiów, spytał go wtedy, czy przystąpi do wydziałowego kółka różańcowego. Wierzący studenci codziennie odmawiali tajemnicę różańca. - Jeszcze niedawno bym się zgodził, teraz już nie - odpowiada mu Bodnar tuż przed rozwodem.
Jeszcze przed Budapesztem trafia na staż do Weil, Gotshal & Manges, kancelarii prawnej o światowej sławie. Student na garnuszku rodziców dostaje dwa razy większą niż oni pensję.
Siedziba kancelarii jest na 20. piętrze biurowca Warsaw Financial Center. Rozmawiam z Piotrem Tomaszewskim. 15 lat temu był szefem Bodnara. Pochodzi z rodziny prawniczej, doświadczenia zbierał m.in. w kancelarii w Chicago. Wysoki, koło pięćdziesiątki, w markowym garniturze. Uśmiech i spokój wojennego negocjatora.
Trzeba uważać, bo można ciężko pracować dziesięć lat, a po jednym błędzie zniszczyć sobie karierę, reputację firmy, dlatego nie ma tu zbyt dużo miejsca na słabość. Adam idealnie się w to wpasował, był totalnie dostępny, zorganizowany, precyzyjny, szybko się uczył naszych zasad, nie ulegał przesadnie emocjom.
Bodnar: - Nie mogę powiedzieć o Piotrze złego słowa. Pamiętam, robiłem ważne zlecenie, a miałem chorego ojca. Powiedział: jedź do ojca, bo do końca życia będziesz żałował, że tego nie zrobiłeś.
Wymienialny
Swoje powodzenie w tamtych latach Bodnar tłumaczy skromnie fartem: - Załapałem się na rozwój rynku, zachodnie firmy były głodne młodych i wykształconych.
W kancelarii Weil, Gotshal & Manges zostaje rzucony na głęboką wodę: program emerytalny dla PZU Życie, wejście na giełdę PKO BP. Jest cały dla firmy w zamian za pieniądze, rozwój i atmosferę "we are the best". Gdy dostaje się na studia do Budapesztu, firma płaci mu przez rok studiów, ale podpisuje z nią cyrograf - wróci i odpracuje co najmniej trzy lata.
Mam wtedy też poczucie, że zarabiam przesadnie dużo, wydaję na fanaberie, koncerty, płyty. Czuję, że coś mi ucieka. Podczas studiów poznałem prof. Mirosława Wyrzykowskiego, Wiktora Osiatyńskiego, którzy mieli w sobie szczerość i mówili o prawach człowieka - to mnie pasjonowało. I choć prowadziłem z tego zajęcia na uczelni, było to tak daleko od mojej pracy.
Przełomem jest moment, gdy Bodnar po przygotowaniu prospektu emisyjnego PKO BP dostaje kartkę świąteczną od pracownicy banku. Pomyślał, że na kartce mogłoby być nazwisko innego prawnika, że jest wymienialny.
Prof. Osiatyński mówi mu: jest taka fundacja. Bodnar coś tam słyszał, ale nie za bardzo. Rzuca kancelarię w 2004 roku, gdy zarabia 200 tysięcy złotych rocznie. Rzuca świat adrenaliny, drogich gadżetów, zachcianek i zamienia na dwa razy mniejszą pensję w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która jest organizacją pozarządową, finansowaną z dotacji.
Tomaszewski: - Byliśmy trochę źli, gdy odchodził. Ale drugiej takiej osoby, która odrzuciłaby nasz świat dla takiej jak on idei, już nigdy nie spotkałem.
Bodnar: - Czasami myślę, że byli źli, bo może sami chcieli to rzucić. Przecież nie są maszynami. Ale nie mogą, bo adrenalina, bo "pociąg już odjechał", bo wpadli w kredyty, żal gadżetów, wakacji na antypodach, dobrych szkół dla dzieci.
Obrona Starucha i CIA
Pytam Bodnara, co pchało go do świata pomocy innym, społecznikostwa. Długo się zastanawia. - Na początku, na studiach, byłem raczej technokratą. Bardziej zajmowały mnie procedury prawne niż los ekspedientek w Biedronce.
Ale gdy jeszcze przed fundacją odbywał staż rządowy w Strasburgu i bronił interesów Polski przed roszczeniami obywateli, wiedział, że stoi po złej stronie barykady. - Bo to obywatele mieli rację, im należała się pomoc. Źle się tam czułem.
W Helsińskiej Fundacji tworzy program spraw precedensowych. Zrobił tabelkę spraw do rozwiązania: zniesławienia z art. 212 kodeksu karnego, opresyjne tymczasowe aresztowania, przeludnienie w więzieniach. W kilka tygodni orientuje się, że to jego świat, bo tak wiele do zrobienia. - Czytam skargi, wnioski, spotykam się z ludźmi i widzę bagno jeśli chodzi prawa człowieka w Polsce.
Poznaje A.M., która straciła dziecko przy porodzie w więzieniu, bo nie przyszedł lekarz na czas, a i tak był nim dermatolog. Barbarę Wojnarowską, matkę dwójki niepełnosprawnych dzieci, której lekarze odmówili badań prenatalnych. Fundacja idzie do Sądu Najwyższego, ten przyznaje kobiecie odszkodowanie. Angażuje do tych spraw rzeszę prawników, którzy pracują pro bono.
Gdy policjant zostaje zwolniony z więzienia, ale ma siedzieć przez weekend, bo poczta nawala, Bodnar chwyta za słuchawkę, dzwoni do dyrektora aresztu - policjanta wypuszczają.
HFPC z Bodnarem wygrywają w Strasburgu sprawę Marszu Równości w Warszawie, którego zakazał Lech Kaczyński. Kilka miesięcy później zakazał go w Poznaniu Ryszard Grobelny. Też wygrywają. Efekt - dziesięć lat później nowe prawo o zgromadzeniach, które odpowiada standardom demokratycznym. Nikt od tamtego czasu nie odważył się zakazać marszu.
Gdy policjant z HIV zostaje odsunięty od służby, Bodnar idzie do Trybunału Konstytucyjnego, wygrywa.
Broni przywódcy kibiców Legii Warszawa "Starucha". Uznał, że zatrzymanie było "polityczno-prewencyjne". Ma rację, "Staruch" zostanie uniewinniony, a Bodnar zbierze punkty u prawicy, która ze "Staruchem" sympatyzuje.
Bodnar pracował w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka dwa miesiące, gdy w 2004 roku na swoim biurku zobaczył CV Dominiki Bychawskiej, studentki prawa. Posadził ją w malutkim pokoju, wyjął komputer i pokazał prezentację programu spraw precedensowych, którymi miała się z nim zajmować.
Były ciężkie momenty, gdy płakałam, bo był bardzo wymagający, miał szybkie tempo pracy. Widać to teraz - śmieje się Bychawska - gdy został RPO. - W fundacji tempo zwolniło, jest mniej korpo. Skupiamy się na trzech zadaniach, nie dziesięciu, nie ma wyciskania z człowieka każdej kropelki, nie ma telefonów w nocy albo w święta. Bodnar przyniósł świat korpo - marynarki, krawaty, a w innych takich organizacjach są swetry, trampki. Ale to Adam nauczył mnie etyki pracy, dokładności. Nie wiem, skąd bierze paliwo, wolę zmieniania świata. Zobacz, mówił zawsze, gdy wątpiłam w sens jakiejś sprawy, każda taka mała wygrana sprawa to mała zmiana świata.
Bardzo się cieszy z tych małych spraw. Gdy dostał podziękowanie z przedszkola za pomoc w programie integracji z niepełnosprawnymi, powiesił je na ścianie.
Ale największa sprawa HFPC to więzienia CIA. Przeciwko fundacji występują wtedy politycy, nawet dziennikarze, a Bodnar domaga się ujawnienia informacji o więźniach trzymanych i torturowanych przez CIA w Kiejkutach. Wkroczył prokurator, ruszyło śledztwo, pojawili się pełnomocnicy torturowanych.
Bierze z biurka konstytucję, czyta na głos fragment preambuły. - "...Pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane, pragnąc na zawsze zagwarantować prawa obywatelskie, a działaniu instytucji publicznych zapewnić rzetelność i sprawność...". Albo mówimy wszystko, albo ten zapis jest dla wybranych.
Prof. Maria Frankowska z Uniwersytetu w St. Louis, matka znajomej Bodnara z czasów kancelarii Weil, Gotshal & Manges, jest dla niego intelektualną matką. Opowiada o Bodnarze i patrzy w okno melancholijnie, jakby wspominała jego dzieciństwo.
Bodnar, jak mówi Frankowska, jest szalenie ambitny, przez to może rozbija swoje rodziny, ale: "Lepiej zrozumiemy świat, gdy przyznamy, że wszyscy wokół są szaleni" - Frankowska cytuje mi Marka Twaina.
Bodnar rozstaje się z drugą żoną, z którą ma dwójkę dzieci, ale pokojowo. Zauważa później, że łatwiej mu teraz zrozumieć ojców, którzy walczą o opiekę nad dziećmi.
Gdy jeden z mężczyzn nie mógł widywać się z córką, Bodnar poszedł ze sprawą do Strasburga. Wygrał, osobiście zawiózł ojcu list.
Rzecznik, Strasburg, prezydent
Karolina Bodnar ma własną praktykę prawniczą. Specjalizuje się m.in. w prawie rodzinnym, współpracuje pro bono z Centrum Praw Kobiet i Helsińską Fundacją Praw Człowieka.
Ktoś mi powiedział o Adamie: jest tak skuteczny, bo nie ma empatii. Nie wiem. Bo... chyba tak dobrze go nie poznałam, a może nie mogłam lub nie umiałam. Niewiele spędziliśmy razem czasu, nie potrafił. Głowę miał ciągle w pracy. Kiedyś pojechaliśmy na dwutygodniowe wakacje, wytrzymał z dziećmi tylko tydzień, wszystko go drażniło. Nie jest narcyzem zapatrzonym w siebie, ale potrafił się obrazić, złapać focha. Czasami lubiłam z niego pożartować, nie cierpiał tego. Nasze małżeństwo rozpadło się, choć próbowałam, dawałam wiele szans. Problemem nie były inne kobiety. Miałam wrażenie, że małżeństwo traktował jak projekt. Gdy już nie chciałam, namawiał: no daj spokój, przecież jest dobrze, nie rozumiem.
Związek rozpadł się z powodu jego całkowitego oddania pracy, idei. Byłam w dziewiątym miesiącu ciąży, nadzorowałam ekipę budowlaną, robiliśmy remont mieszkania. Jak w końcu przyszedł, robotnicy zapytali: a pan do kogo?
Kafelki? Wybierz, mnie wszystko jedno. Wakacje? Tam gdzie wybierzesz. Nie mieliśmy wspólnoty przeżyć.
Jako intelektualista odnalazł się w prawach człowieka, bo jest szlachetny, ale też uważał, że prędzej zrobi karierę w tym temacie. Już dziesięć lat temu mówił, że marzy mu się rzecznik praw obywatelskich, potem sędzia Trybunału w Strasburgu. Mama Adama marzyła, by został prezydentem, a jego brat generałem wojska. W przypadku obydwu jest już blisko. Czy bym na niego zagłosowała, gdyby kandydował na prezydenta? Bez wahania. Ma moralną busolę, szacunek do zasad, pasję. Wszystko totalne.
Bodnar zastanawia się, patrzy na mapę z kolorowymi szpilkami, która wisi w gabinecie RPO. Choć jest rzecznikiem, od sierpnia zjechał już całą Polskę, wysłuchuje ludzi, zbiera ich problemy, jak ostatnio w Białymstoku, gdy słuchał o mniejszościach wyznaniowych, jak w Świnoujściu, gdy mężczyzna opowiedział mu o problemach z orzecznictwem chorób zawodowych. Cały czas w drodze, w samochodzie, w pociągu albo w biurze.
5.47, SMS od rzecznika
Prof. Monika Płatek mówi mi z przymrużeniem oka, że były dwie kandydatury, które najlepiej nadawały się na stanowisko rzecznika praw obywatelskich: jej i Bodnara. Ale przyznaje, że Bodnar ma nad nią przewagę: nie czekał na poparcie, zgłosił się i poddał ocenie organizacji obywatelskich. - To nie człowiek, który leci na stanowisko. Znam go, pracuję z nim na uczelni. Ma ambicje, ale i dużo pokory. Prof. Ewa Łętowska zapoczątkowała okres, gdy rzecznik nie był lubiany przez władzę, Bodnar będzie to kontynuował.
Płatek jest pytaniem zdumiona: - Ależ Bodnar porzucił miraż!
Gdy Bodnar zostaje rzecznikiem, zaczyna od wielkiego spotkania z blisko 300 osobami w wynajętym kinie. Łączy się telekonferencyjnie z biurami terenowymi, na ścianie pokazuje prezentacje o reformach biura. Do RPO, podobnie jak wcześniej do HFPC, wjechało korpo.
Polecenia od Bodnara w biurze idą od rana Facebookiem, mailem, SMS-em. Pracownicy prowadzą codzienny ranking: kto otrzyma najwcześniej, tego sprawa jest najważniejsza.
Andrzej Stefański, dyrektor projektów regionalnych w biurze RPO, dostał o 5.47: "Jest sprawa hejtu Joanny Grabarczyk. Proszę spojrzeć na jej profil. Niefajnie się z tym czuję, trzeba coś zrobić". Jeśli SMS przychodzi dopiero o 7.00, sprawa ma niski priorytet. W sobotę o 6.00 rano pracownicy otrzymali maila, by zająć się sprawą mężczyzny, który żyje z synem w trudnych warunkach, pisze o tym sobotnia gazeta lokalna w Gdańsku. Stefański w głowę zachodził, skąd Bodnar o tym wiedział, bo przecież był na konferencji w Hiszpanii. O godzinie 23.50 w sobotę Bodnar dostał odpowiedź: odwiedziliśmy go, nawiązaliśmy kontakt z urzędem.
W ciągu kilku dni w styczniu twittował, esemesował o: uregulowaniu statusu mieszkań na gruntach spółdzielczych, zmianie prawa dotyczącego stwierdzenia zgonów, związkach zawodowych dla pracujących na śmieciówkach, odszkodowaniach dla osób represjonowanych za działalność po 1946 r., niepełnosprawnych w więzieniach, dzieciach chorych na dyskalkulię, które nie są w stanie uczyć się matematyki.
Ma dziesięć osób, które zajmują się skargami kasacyjnymi, przeglądają blisko 3 tys. spraw. Bodnar chciał więcej ludzi, ale PiS właśnie mu zabrało 3 mln zł z 38 rocznego budżetu.
Patrzy w sufit: - Miałem jednego profesora, miły człowiek, ale w Senacie mnie atakował.
Otwiera komputer. - Nie widziałem jeszcze za mojego życia takiej nienawiści. Poczytam panu: "Zacznij bronić praw polskich obywateli, a nie innych, pseudorzeczniku". Jest imię, nazwisko piszącego, widzę, że mieszka w Kielcach. "Nie chcę być obywatelem takiej Polski, w której taki jak pan działa, sram na nią, bo przez 50 lat takie bydlaki, świnie okradały naszą Polskę. Niech ta muzułmańska banda obetnie wam wasze łby i zgwałci wasze dzieci". Jest imię, nazwisko, zdjęcie, są znajomi.
Na portalu, który ma w nazwie "christiana", czytam, że Bodnar daje "posłuch lewackim podszeptom". Ale próbuje mediować także w Kościele. W Poznaniu jest na spotkaniu z anarchistami, następnego dnia idzie do arcybiskupa.
Szykujemy się do wyjścia z kancelarii przed 22.00, rozjedziemy się metrem. Bodnar, gdy może, zostawia służbowy samochód. Nie chce, jak mówi, zepsuć się przywilejami. Zgodził się poświęcić mi pół dnia, choć innego zwijał się wcześniej, by odebrać synów ze szkoły.
Przysiada na krawędzi fotela, przeprasza, bo jeszcze wysyła w nocy SMS-y do pracowników, zadania na następny dzień. Zaciska zęby: - Cholera, no, spokoju mi nie daje, że nie damy rady sprawdzić tych 3 tysięcy spraw z kasacjami. Przecież gdzieś mogą siedzieć ludzie niewinnie skazani.
CV Adam Bodnar
źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,151083,19706709,o-co-walczy-adam-bodnar.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


Małżeńskie rozmowy oczami kobiety i mężczyzny / Kamila i Maciej Rajfurowie Co oznacza małżeństwo kobiety i mężczyzny !!! Akrobatyka małżeńska [#10] Rola mężczyzny Ksiądz Piotr Pawlukiewicz - Przyjaźń kobiety i mężczyzny ... dr Jacek Pulikowski - 'Wartość kobiety i mężczyzny' - 6 Co to jest małżeństwo [lektor]

Małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny. A niby ...

  1. Małżeńskie rozmowy oczami kobiety i mężczyzny / Kamila i Maciej Rajfurowie
  2. Co oznacza małżeństwo kobiety i mężczyzny !!!
  3. Akrobatyka małżeńska [#10] Rola mężczyzny
  4. Ksiądz Piotr Pawlukiewicz - Przyjaźń kobiety i mężczyzny ...
  5. dr Jacek Pulikowski - 'Wartość kobiety i mężczyzny' - 6
  6. Co to jest małżeństwo [lektor]

Małżeńskie rozmowy oczami kobiety i mężczyzny / Kamila i Maciej Rajfurowie ... Małżeństwo jako dialog człowieka z Bogiem/ s. ... (uda i łydki) u kobiety! Poradnik krok po kroku. Live ... 1. Cel życia mężczyzny 2. Komunia małżonków 3. Dwa sposoby bycia ciałem 4. Stworzony do odpowiedzialności 5. Różnice 6. Wartość kobiety i mężczyzny 7. Małżeństwo - nowa jakość 8 ... #7 Theo chân Mười Khó 'lăn vào bếp', Voi Biển bất ngờ hội ngộ chiến hữu Muốn Ăn Phải Lăn Vào Bếp - Duration: 29:17. Trường Giang Recommended for you. New Enjoy the videos and music you love, upload original content, and share it all with friends, family, and the world on YouTube. #Akrobatykamałżeńska #relacje #małżeństwo #AdamSzustakOP Akrobatyka małżeńska, to konferencje Adama Szustaka OP, oparte na Słowie Bożym oraz setkach spotkań ... Jak powinien wyglądać związek kobiety i mężczyzny według Biblii? Na te pytania odpowiada Jason Evert - katolik, znany mówca ewangelizacyjny i szczęśliwy mąż z Denver (Colorado, USA).